
Kiedyś ludzie się bali.
sierpień 9, 2009Lubię średniowiecze. Ta stanowczość, te kary, ten porządek. Nie twierdzę, że wszytko było wtedy w najlepszym porządku (tak jak okres sanacji nie był całkiem dobry [dla niektórych wcale, ale to moje zdanie]), ale było coś co różniło tamten okres od tego co działo się później. Tego całego cywilizowania kar, dbania o co raz to wymyślniejsze prawa człowieka, poprawność polityczną.
Przeciwnicy kary śmierci twierdzą, że wprowadzenie jej nie zmniejsza liczby przestępstw nadających się do użycia tej kary. Czyli ludzie się nie boją, nie na tym to polega. W średniowieczu też się nie bali. Jak ktoś miał zabić, zgwałcić, być pedofilem etc., to nim zostawał, to robił to. Była jedna zasadnicza różnica.
Zawsze pokrzywdzony: rodzina zabitego, zgwałconej, obrażonej osoby, czy też sam poszkodowany, mogli mieć nadzieję na to, że winny zostanie ukarany. Zostanie ukarany adekwatnie do swojej winy. Oko za oko, ząb za ząb. Będzie cierpiał, umrze, przez następne 20 lat nie zobaczy nawet skrawka słońca. Oczywiście zdarzały się wyjątki. Ktoś był bogaty – mógł się wykupić w pewnych wypadkach. Ale była nadzieja, że winny zostanie przykładnie ukarany. My nie mamy takiej nadziei.
Złodzieje odbywają kary w więzieniach, czasem żyjąc lepiej niż uczciwi, lecz biedni ludzie. Kiedyś zastosowano by którąś z kar mutylacyjnych: obcięto by palec, dłoń.
Dzisiaj złodziej albo napastnik, jeśli zostanie przy próbie napadu, rabunku pobity “za mocno” przez swoją ofiarę (pokrótce chodzi mi o obronę konieczną), może się poskarżyć w sądzie, o ile będzie w stanie. Kiedyś można było najść swojego napastnika i wtłuc mu bezkarnie prawem odwetu. Sami wymierzaliśmy sprawiedliwość – w majestacie prawa. Czerpaliśmy satysfakcję z zemsty. Wiedzieliśmy, że winny został ukarany tak jak byśmy chcieli.
O karach rozpisywać się nie będę – rozpisano się już wystarczająco. Nie popieram oczywiście średniowiecznych egzekucji w myśl “im brutalniej tym lepiej”. Chwalę sobie karę śmierci jako adekwatną do wielu przewinień. Pod warunkiem, że wykonaną w cywilizowany sposób. Tylko jak słyszę, że facet który z zimną krwią wybił całą rodzinę nie może cierpieć 2 minut po wstrzyknięciu trucizny, to cóż jeszcze mam powiedzieć?
Kiedyś nawet plotkarzom i kłamcom zakładano na głowę maskę, żeby ich ośmieszyć, uciszyć. Dla dzieci, jeszcze sto lat temu, przygotowane były kary cielesne w stylu pas i klapsy. Teraz dziecka nie można dotknąć, od razu staje się wyrodnym rodzice, albo tępym brutalem co to nie umie wychować bez przemocy fizycznej. Nauczyciel nie przyłoży linijką, jemu mogą przyłożyć. Dokąd to nas prowadzi?
Anglicy już wiedzą dokąd. Próbują wrócić z “kozą”, zaostrzają szkolne regulaminy. Czy nie jest jeszcze za późno? Dziesiątki roczników to rozwydrzone i pyskate bachory, dziesięciolatkowie obrażający dorosłych ludzi, fajki, alkohol, seks – wszystko w wykonaniu dzieci z podstawówki. Co dalej? Staczamy się czy ktoś wreszcie przekrzyczy obrońców niewinnych?
Za wszystko inne zapłacisz kartą MasterCard.
lipiec 22, 2009Jeden wyjątek rzucany przez PDO.
Jedna wypita kawa.
Trzy godziny skupienia.
Dziesiątki pomniejszych przekleństw.
Jeden brakujący nawias. Reszta, jak w tytule.
6:00 – 23:45, czyli o podróży do Poznania
lipiec 18, 2009Oczywiście wiedziałem, że jadąc do Poznania tylko po to, żeby oddać papiery, skazuję swoją osobę na 12 godzin w pociągu i może 2 – 3 godziny łażenia po samym Poznaniu. W planie miałem wypić kawę ze znajomym, połazić, pooglądać. Nie miałem jednak w planie ponad godzinnego poślizgu, jeśli chodzi o dojazd pociągu na miejsce. Eh, gdybym wiedział wcześniej, pojechałbym o 3 nad ranem.
Już sam początek zapowiadał, że podróż będzie tragedią. Z pociągami mam tyle wspólnego ile z assemblerem. Coś, gdzieś, kiedyś. Wybija 7:35, a ja stoję przed okienkiem informacji, pytając “czy ten pociąg który ma napisane ODJAZD 7:35 i jedzie do Kołobrzega, jedzie też przez Poznań? Czy to ten?”. Myślę, że jeszcze nikt nie rozwijał takiej prędkości na odcinku Okienko informacji – Peron nr 2. Wskoczyłem do pociągu, usłyszałem gwizdek. Jazda.
Najgorsze w pociągu, jest to, że najczęściej wsiadam do niego zaspany. A tam nie ma gdzie spać. Gdyby zagłówek był 10 cm niżej, mógłbym się o niego oprzeć głową, tzn. położyć ją na tymże zagłówku. Ale tak nie jest. Po 3 godzinach podróży czuje się jak zombie. Nie wiem czy zombie poci się, ale jeśli nagle pewna pani zamyka okno bo jej wieje, to ja jestem tym spoconym zombie. Coś pięknego.
Ciąg dalszy. Sprawdzanie biletów. Pytam kiedy będziemy, a pani konduktor oznajmia mi, że o 13. Hmn… Poślizg. Mało tego, na dworcu ląduję jeszcze bardziej spóźniony. Podobno to normalka. Nie wiem, nie jeżdżę.
Gdzie jestem? Czego szukam? Jak tam się dostać? Okręcam się dookoła siebie 3 razy i… nadal nie mam pojęcia co robić, by dostać się na Umultowską 87. Wypada zapytać kierowcy. Pytam. Wskazuje linię, która odjechała 3 minuty temu. No szlag. Następny autobus tej linii przyjedzie o 14. O 15 panie zamykają dziekanat. Nic to, czekam, wsiadam.
14:30 jestem na przedostatnim przystanku tej linii. No i po co wysiadałem z tego autobusu?! Ostatni przystanek mieści się pod nosem wydziału. A tak? Po kolei:
- 14:32 – dzwonię do brata
- 14:35 – brat oddzwania
- 14:40 – dzwonię do brata
- 14:43 – brat oddzwania
- 14:50 – jestem na Umultowskiej. Długiej jak cholera ulicy z lasem po jednej stronie i chodnikiem po drugiej.
- 14:51 – wynegocjowałem ultraszybki kurs taksówką pod Wydział Matematyki i Informatyki, płacę 10 zł, ale piechotą, czy też biegiem, byłbym tam w 10 minut. A tak?
- 14:55 – wchodzę do budynku wydziału
- 15:00 – wychodzę. Jestem studentem UAM Poznań na wydziale Matematyki i Informatyki, kierunek oczywiście to drugie.
Już wiem, że z kawy nici, bo znajomy ulatnia się z Poznania o 15:50 a ja na dworcu będę 15:40 z groszami. Co więcej, przez cholerny poślizg pociągu, nie zdążę na powrotny, bo i tak nie mam co robić. Więc czekam te półtorej godziny w poczekalni (bardzo ładna), czytając po raz 6 “Autostopem przez Galaktykę” (już mnie tak nie śmieszy :/ ).
Gdy wracam, okazuje się, że nad Śląskiem trwa największa burza tego lata. Grom za gromem, grad, deszcz. Przez chwilę jedziemy tak szybko, że sprawdzam, czy przypadkiem się nie cofamy. Nie. Jedziemy. Oczywiście burza wpływa na punktualność pociągu. +/- godzina poślizgu i jestem w Katowicach. Wykończony, ale szczęśliwy.
Mimo wszystko, było warto, zdobyłem kilka ważnych informacji. Przekonałem się, że poznaniacy są niesamowicie gościnni i pomocni ( ile razy pytałem kogoś o drogę, tyle razy dostawałem wyczerpującą informację, pani dzwoniła do córki, żeby się dowiedzieć gdzie mam pójść, w ogóle jej zachowanie było poezją, pozdrawiam Panią!
). Zaznajomiłem się trochę z połączeniami, wypytałem panią w dziekanacie o kilka szczegółów.
Poznań. Nadchodzę!
UAM Poznań.
lipiec 16, 2009Dostałem się. Obszerna, trzymająca w napięciu relacja z morderczej wyprawy do Poznania – już wkrótce.
Bronić standardów jak niepodległości.
styczeń 2, 2009PROLOG
W przerwie świątecznej stworzyłem dwie strony, społecznie. Treść jednej jest zasadniczo statyczna, jest to strona szkoły, w drugiej jedynym niestatycznym elementem są newsy. Jak łatwo się domyślić, skupiłem się bardziej na layoucie i trzymaniu się standardów. Postawiłem na XHMTL 1.1, CSS 2 i walkę o to, by strony wyglądały niemalże tak samo, a przede wszystkim ŁADNIE na KAŻDEJ przeglądarce.
Ustalanie granic.
Oczywiste było, że jeśli nie chcę wylądować w kaftanie bezpieczeństwa gdzieś na peryferiach Rybnika, muszę ustanowić jakąś dolną granicę kompatybilności. W przypadku Firefoxa została nią wersja 2.0.4, dla Opery 9.63, dla Chrome 0.4 zaś dla Safari, Kameleona i Flocka odpowiednio 3.2.1, 1.5.0 i 2.
No dobra, ale gdzie w tym zestawieniu mieści się IE? Nie mieści się. Postanowiłem, że dolną granicę ustalę w trakcie prac nad layoutem poszczególnych stron. Z perspektywy tych dwóch tygodni był to błąd. Powinienem od razu powiedzieć sobie “IE 7 i ani wersję niżej!”.
Przyjaciele.
Wcześniej nie poświęcałem standardom dużo czasu. Zazwyczaj projektowałem w XHTML 1.0 Transitional, ale nie sprawdzałem, czy przygotowane konstrukcje są zgodne z tym standardem. To samo tyczy się CSSa. Tym razem musiałem się zaprzyjaźnić z Validatorem W3C, takowym CSS a za podpowiadającą przyjaciółkę uznałem stronę kurs.browsehappy.pl która nie raz sypała poradami i dodawała otuchy gdy wpadałem w rozpacz pytając “Dlaczego to nie działa w tej przeglądarce?!”.
Najpierw zachowaj standardy…
Nie jestem grafikiem ani designerem, a zobowiązałem się wypracować również nowy wygląd przestarzałych, brzydkich i nieczytelnych starych wersji stron nad którymi pracowałem. Przystąpiłem do szukania darmowych templematów CSS. Możesz w tym momencie pomyśleć “Kurczę, darmowe, więc pewnie strony nadal wyglądają beznadziejnie…” – mylisz się.
Serwisy http://www.freelayouts.com/ i http://www.styleshout.com/ udostępniają mnóstwo udanych szablonów na licencji Creative Commons. Sam bym nie zrobił lepszego, Photohopa znam jedynie z opowieści, w Gimpie nie potrafię zrobić gradientu.
Ale do rzeczy. Wybrałem odpowiednie do przeznaczenia stron layouty i zacząłem je przerabiać na swoje potrzeby. Wiadomo, żaden layout nie zadowoli Cię w pełni, ale daje jakieś podstawy do dobrej prezencji strony. Znając CSSa czy XHTMLa można bez problemu zamienić miejscami elementy, czy nawet zmienić cały układ pozostawiając nie ruszoną kolorystykę, krój czy wielkość czcionek, które wybrali specjaliści.
Większość szablonów z tychże stron tworzona jest w XHTML 1.0 Transitional, tak więc musiałem je poprzerabiać. Tak samo było ze stylami CSS. Bieganie od podstrony do podstrony i likwidowanie kolejnych, bezlitośnie wskazywanych błędów to pasjonujące zajęcie. Przez pierwszy kwadrans z dwóch godzin. Ale w końcu na każdej stronie po walidacji ukazywał się radosny napis na zielonym tle. Moja strona była zgodna z założonym standardem!
...potem walcz o jednakowy wygląd.
Najtrudniejszy etap. Skorzystałem z http://browsershots.org które pomogło mi zebrać w jednym miejscu wersje mojej strony z różnych przeglądarek i systemów. Zaczęły się jednak schody. Strony wyglądały świetnie w Firefoxie 3.1, trochę gorzej w Firefoxie 2.0.4 pod XP, ale ta sama wersja pod Ubuntu wyglądała jak praca zaliczeniowa gimnazjalisty.
Jeszcze gorzej było z Internet Explorerem. Tutaj nie chciał otworzyć pliku FLASH, załadowanego zgodnie ze standardem w <object></object> , nie potrafił obsłużyć PNG. Nie umieszczał tła we wskazanym miejscu. Niektóre znaczniki CSS odwzorowywał kompletnie inaczej niż pozostałe przeglądarki. Po dniu walki o zgodność z IE 6 poddałem się. Na stronie umieściłem ostrzeżenie, że strona wygląda poprawnie w IE 7 lub wyżej. Poszedłem na ławiznę?
Dla wielu pewnie tak. Ja nie mam zamiaru tracić życia i płacić za czyjąś głupotę. Głupotę Microsoftu, głupotę ludzi używających IE 5 czy 6. Bo dla mnie to zwyczajna głupota. Jeśli dopiero zaczynają przygodę z internetem, tym lepiej, że szybko dowiedzą się o lepszych alternatywach dla tego szajsu.
Zachowanie pełnej zgodności ze standardem przy jednoczesnej współpracy z IE 5 / 6 graniczy z cudem. Oczywiście wiem, że się da. Wiem, że potrafią. Ja nawet nie sprawdzam czy potrafię. Zachowuję standardy, strona wygląda ładnie, przejrzyście. Ze swojej strony zrobiłem wszystko co powinienem zrobić a nawet trochę więcej. A wysilanie się dla ludzi, którym się nie chce wiedzieć więcej ponad to, że mogą więcej niż kliknąć w niebieską ikonkę na pulpicie to czysty idiotyzm.
Co powstało?
Jak tylko owe dwa dzieła znajdą się na serwerach do tego przeznaczonych (czyli po skończeniu przerwy świątecznej), pochwalę się nimi oczywiście
Zastanawiam się…
grudzień 19, 2008Ile mogę jeszcze “przyjąć” na siebie tych wszystkich negatywnych tworów.
Zastanawiam się, kiedy to wszystko, co każdego dnia próbuje mnie rozgryźć, zjeść, pochłonąć, wygra ze mną. Nienawiść, którą spotykam od rana do wieczora. Smutek, który wdziera się we mnie niepostrzeżenie.
Ile mogę jeszcze iść z podniesioną głową, gdy powinienem spuścić ją na dół? Ile wmawiać sobie, że dzień będzie cudowny, o 6 nad ranem i pogodzie jak z najgorszych jesiennych chwil?
Czy będę w stanie jeszcze raz sobie wmówić, że wcale nie jestem tak samotny? Ile razy spojrzę na bok i zastanowię się, jak by to było, gdyby gdzieś nieopodal siedział ktoś dla mnie szczególny?
Ile jeszcze włączę wesołych utworów i posłucham ich, chociaż w duszy będzie grał smutek?
Ile razy zwątpię, czy mój sposób na życie jest dobry? Ile razy się złamię?
Spróbujcie żyć radośniej. Bo ja sam nie dam rady…
Co z tą Polską? :|
grudzień 4, 2008Chory jestem znowu, więc o 1 w nocy dnia wczorajszego, tj. środa oglądałem na TVP3 obrady sejmu. Przemawiał marszałek Komorowski, oskarżony o obrażanie prezydenta (Jaki kraj, taki zamach). Oskarżał Jarosław Kaczyński.
Trafnie przewidziałem (co nie było trudne), że pan Komorowski będzie się bronił cytując kwiatki które wyskakiwały z ust pana Prezesa a także jego współpracowników. Zapomniał jedynie o “spieprzaj dziadu” co byłoby niewątpliwie taką wisienką na torcie. Prawidłowo! No do cholery! Jak ten człowiek może jeszcze kogokolwiek oskarżać, skoro sam razem ze swoim bratem rzuca inwektywami w innych, pozostając przy tym kompletnie bezkarnym!? To jest dla mnie nie pojęte, że jakiś staruszek mówi to samo co prezydent, z tą różnicą, że prezydent obrażając kogoś jest bezkarny a staruszka oskarża się o znieważenie głowy państwa!
Pójdźmy dalej. Pan Kaczyński okazał się naprawdę podłym człowiekiem. Z obrzydzeniem słuchałem jak to miesiąc więzienia to nic strasznego, a później, że pan Komorowski zaczął sypać na przesłuchaniu. Pan Prezes straszył jeszcze czerwoną książeczką, mniema, że z zapisem z tego przesłuchania.
Brawo. Teraz naprawdę pana nie lubię. Nie ma pan, panie Prezesie krzty wyczucia, za grosz honoru. Po za tym jest pan podłym człowiekiem. Z całą stanowczością zarzekam się, że w życiu nie podałbym panu ręki po tym co usłyszałem z mównicy.
Dalej nie chciało mi się oglądać tej żenady. Zresztą szybko włączono studio TVP. Poszedłem spać, ale nie mogłem zasnąć. Zastanawiałem się.
Zastanawiałem się co z tą Polską? Co z moim kochanym krajem? Bo jest tak:
- Rosja rośnie w siłę
- Ludzie są co raz biedniejsi. Tzn. różnica pomiędzy bogatymi a biednymi jest co raz większa.
- Rynkiem trzęsie na wszystkie strony kryzys. W kraju i tak jest biednie, tych naprawdę biednych jakieś podwyżki cen itp. dosłownie lub w przenośni – zabiją.
- Ludzie co raz bardziej nie lubią polityków. Nie lubią Polski. Wracają do niej tylko dlatego, że w Anglii nie da się już tak zarobić. Bo tęsknią za rodziną. Rodziną! Nie ojczyzną!
Co robią politycy? Żrą się. Kłócą się, wytykają sobie jakieś pierdoły, oskarżają wzajemnie. Pan Prezes chce odwołać marszałka za opatrznie zrozumiane słowa. Polska się wali. Wróg rośnie w siłę. A my się kłócimy. Pan J. Kaczyński (jak również jego brat) są znawcami historii Polski. Pamiętacie? Był już taki moment. My się kłóciliśmy, inni dzielili kraj na swoje kąski.
Ale wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Że politycy doprowadzili do czegoś przerażającego. Kiedyś ludzie kochali Polskę. Byli gotowi poświęcić się dla niej. Umrzeć. Bronili swojej ukochanej ojczyzny, nawet gdy była to walka bezsensowna, z góry skazana na porażkę. A teraz? Kto wróci z obczyzny by bronić Polski gdy zajdzie taka potrzeba? Kto wróci z Anglii by chwycić za przysłowiowy “karabin” żeby bronić ziemi swoich przodków?
Zasypiałem mając w myślach pewien obrazek. Że umieram za moją Polskę, obracam się i nkogo za mną nie ma…
Finkin ebałciu, gaciu gaciu gaciu.
listopad 1, 2008Pani z Platnum jest ładna. Bardzo. W ogóle na świecie jest tak dużo ładnych kobiet. Tylko wybrednych facetów jest jeszcze więcej.
Wróciła moda na City Pub. Chyba jedyny prawdziwie europejski pub w Katoicach. Spójny wygląd, zarówno na zewnątrz jak i w środku, atmosfera, parkiet, żadnego cwaniactwa. Świetni ludzie!
Panowie z Kid Rock stuknęli All Summer Long, jakbym skądś to znał. Nie, nie melodię, to o czym śpiewają.
Pytanie na koniec. Jak pisać na klawiaturze z czymś takim?
Opublikował/a cypherq
Opublikował/a cypherq
Opublikował/a cypherq 
