Wracam od sieci.

lipiec 3, 2008

Ostatnie czasy, kiedy to nie miałem stałego dostepu do internetu, przechodzą do historii. Krótko mówiąc, mam na powrót stałe łącze, zabieram się do pracy, do wszystkiego, życzcie mi szczęścia ;)


Polska scena PHP dogorywa ;)

kwiecień 23, 2008

Strefaphp.net aktualizowane od święta, na forum rzadko kto.

Webcity.pl sypie się jak 100 letnia kamienica po odejściu Zyxa. Newsów nowych dawno nie było, tak jak artykułów, wyłączone forum miało być szybko włączone. Nie jest.

Php.pl ma kłopoty z domeną, ogólnie rzecz biorąc ostatnio pojawiło się kilka artykułów, ale i tak na portalu panuje stagnacja.

Jedyną ostoją społeczności PHP jest forum php.pl aktualnie pod innym adresem bo j.w. Co jest, za dużo pomysłów, za mało chęci? Wsród setek blogerów i programistów mamy co raz mniej społeczników. Szkoda, bo bez odpowiednio wyedukowanego narybku, polskie PHP będzie stać w miejscu zamiast posuwać się na przód.


Praktyki: stawianie serwera.

luty 19, 2008

To ciężka robota. Chodzi oczywiście o prawdziwy serwer schowany w ogromnej i ważącej “dziesiąt” kilo szafie, którą trzeba umieścić na 1 piętrze, podczas gdy droga po schodach jest za wąska.

Jako, że mam ogromny lęk wysokości (ogromny, Ogromny, OGROMNY),
podczas wciągania szafy przez balkon postanowiono, że stanę na dole.
i będę ciągną szafę do siebie, żeby biedaczka się nie poobijała o ścianę.
No i wciągnęliśmy szafę, a ja to najbardziej ;)

Później trzeba pokablować całą sieć. 3 trzy pokoje po 4 stanowiska + 2 kable na pokój na potrzeby telefonii, to daje.. Tak! 18 kabli! Do przeciągnięcia, skrosowania, przetestowania. Oczywiście nie robiłem tego sam, właściwie to ja tego w ogóle nie robiłem ;) Raczej pomagałem robić doświadczonym pracownikom.

Zapytałem dlaczego nie WI - Fi, oczywiście firmy boją się o zabezpieczenie i wolą jeździć po kablach. Pff, nie mój problem.

Dalej: wsadzenie szyb, ścian, nóżek i czego tam jeszcze do tej cholernej szafy. Najtrudniej trafić tymi wszystkimi bolcami w te wszystkie otwory ;)

A później wcisnąć te wszystkie kable, podpiąć, spiąć, przepiąć, docisnąć, poukładać. Gotowe. Cały dzień na jedną cholerną szafę, biedni serwisanci którzy stawiają takie szafy codziennie.


Komputer po włamaniu.

luty 12, 2008

Jako uczeń klasy o profilu informatycznym, potrzebowałem kompa w trybie przyspieszonym. Poskładałem go z pomocą wujka (który dostarczył sprzęt) i od teraz pracuję na następującej konfiguracji:

 

CPU: Intel Celeron-S 1200Mhz

Płyta główna: Matsonic MS7177CT (5 PCI, 1 AGP, 1 AMR, 3 DIMM, Audio)

RAM: 512 mb mało znanego producenta

Grafika: NVIDIA RIVA TNT2 Model 64/Model 64 Pro (Microsoft Corporation) (32 MB)

Do tego mój pozostały dysk, stacja dyskietek, znajdująca się w jako-takim stanie obudowa i DVD. Działa. Programować się da. Filmy odtwarzać też. Wprawdzie słuchanie muzyki na Foobarze przy włączonym MS Visual Studio Express powoduje drobne przestoje w działaniu jednego z w/w programów, ale nie narzekam.


Sylwester.

styczeń 8, 2008

Spostrzeżenie nr 1: monitor zapakowany w worek foliowy, waży dwa razy więcej.

Spostrzeżenie nr 2: wódki nie powinno się zapraszać na imprezę, ewentualnie jedną flaszkę

Spostrzeżenie nr 3 (a raczej kilka na raz):

- dziewczyny po wypiciu śmiertelnej dla przeciętnego Amerykanina ilości wódki stają się bardziej rozwiązłe.

- ta sama dawka zwiększona o dwa, trzy kieliszki sprawia, że to one próbują poderwać na imprezie faceta, a nie na odwrót.

- po przekroczeniu tejże dawki, tę samą dziewczynę najłatwiej znaleźć w WC. Jeżeli łazienek jest w mieszkaniu więcej, prawdopodobieństwo, że znajdziesz za pierwszym razem akurat dziewczynę którą szukasz, jest takie samo jak to, że akurat nie rzyga ona do wanny, miski, kibla etc.

Spostrzeżenie nr 4:

Jeżeli oprócz Ciebie na parkiecie nie ma nikogo, lub prawie nikogo, albo tańczysz z zamkniętymi oczami, ludzie zaczynają wmawiać Ci, że jesteś pijany (to ja tańczę, a wy ledwo siedzicie, hę?).

Spostrzeżenie nr 5:

Jeśli na imprezę przyszedłeś z dziewczyną, a dwa wolniejsze kawałki przetańczyłeś z inną, prawdopodobieństwo, że ludzie zaczną się na Ciebie patrzeć podejrzliwie wynosi 1 do różnicy wieku Twojego i średniej wieku reszty towarzystwa. Czyli bardzo prawdopodobne. Zatrważające…

Spostrzeżenie nr 6:

Domówka to nie party w klubie. Jeśli akurat puszczasz muzykę z kompa podłączonego do wieży, to zaplombuj wszystkie wejścia USB, zalutuj wszystkie przejściówki i wyjścia audio, tak, żeby nie można było ich wyjąć bez użycia kombinerek. I powtarzaj jak mantrę „Nie ma piosenek na życzenie, nie ma piosenek na życzenie, nie ma…”.


Klasowy Counter-Strike 1.6

grudzień 28, 2007

Wigilijny mecz Counter Strike’a 1.6 w naszej sali nr 21. Spostrzeżenia:

 

  • Klasa wyróżnia zjawisko campingu („K**wa, jaki kamper!” – a co mam robić w sytuacji 1 na 3 po zastawieniu bomby? Oczywiście najlepiej byłoby gdyby stanął na środku placu [ de_Dust1, bombsite A ] i czekał na odstrzał)
  • Klasa nie wie, co to rushing. Najczęstszą taktyką jest „Idziemy za nim” i spotkanie drużyny przeciwnej, oczywiście również w pełnym składzie, na moście. A potem: kto pierwszy, szybszy, zwinniejszy, najczęściej wygrywa ten który stoi z tyłu i wali w mniej zorientowanych drużyny przeciwnej.
  • Klasa nie wie, co to współpraca (oprócz rushingu). Czyli „Chodź za mną!” i po minucie dostaję w plecy. „Ej, gdzie Ty byłeś? Miałeś mnie kryć!”, w odpowiedzi dostaję lokalizację w przeciwnej części mapy.
  • Kaczmar szybko zapomina o swoich zadaniach. „Kaczmar, kryj tunel!” ( po zastawieniu bomby [de_dust2, bombisite A], 2 na 3). Minutę później Kaczmar tańczy dookoła drzwi, które kryłem ja, a ktoś strzela nam w plecy. Zgadnijcie skąd wybiegł?
  • Mało kto zna zastosowanie broni. Czyli podnoszenie AUG Steyera, gdy trzyma się Mavericka, biegając po zamkniętym pomieszczeniu lub strzelanie przez całą długość [de_dust1] z Shotguna.
  • Prawie nikt nie zna zastosowania granatów. Czyli jak flash to tylko w tunelu [de_dust1], jak HE to nigdy i po co rzucać w kogoś dymnym, np. na moście?
  • Klasę irytuje używanie tarczy („Benny, jaki kamper!” – gdy skrywam się za tarczą, jako Anty).
  • Ci lepsi podchodzą do tematu z humorem. Czyli np. Gnysiu podążający za ostatnim na mapie, niczego nieświadomym Anty, Kaczmarem i odwlekający moment egzekucji.

Życzenie pracy.

grudzień 28, 2007

Wigilia. W domu, w szkole. Ponad 70% życzeń zawierało w sobie słowo „dobra praca”. Przyda się. Właśnie, ludzie, posługuję się już całkiem płynnie Zend Frameworkiem. Czy komuś jest potrzebna taka osoba? Halooooo?

 

Spostrzeżenie, tak na szybko: po co w ogłoszeniach pisze się „jakaś tam znajomość obiektowego PHP5” a później „jakaś tam znajomość Zend Framework”? A da się to drugie bez tego pierwszego?


Praca samodzielna cz.1

grudzień 3, 2007

Żeby nie było żadnego kontrataku na mnie później, muszę zaznaczyć, że notka ta nie jest atakiem na Stuq’a w związku z jego notką. Jest tylko dłuższą formą odpowiedzi na jego posta. Na tyle długą, że postanowiłem ją napisać w warunkach domowych przy kawie i ciastku. I niezawodnym Wordzie.

 

Na początek kwestia szkoły. Naszej szkoły z wszystkimi jej wadami i zaletami. Zabawne jest tak hurtowe ocenianie nauczycieli w naszej szkole, niestety uczniowie często wolą się nie zastanawiać nad tym i od razu przyjąć najprostszą wersję. Czyli, że w szkole nauczyciele są źli i uczą źle albo trochę mniej źle.

 

Pani z matematyki. Uczniowie, których oceny z matematyki kształtują się na poziomie dopuszczający lub dostateczny w 100% przypadków mają pretensje wyłącznie do nauczycielki. Że nie potrafi uczyć, tłumaczyć, że za szybko, że za krótko, że zadania za trudne na klasówce i mnóstwo innych bezzasadnych argumentów. Jak takie usprawiedliwianie się ma do rzeczywistości, najlepiej widać na moim przykładzie. Wprawdzie nigdy nie narzekałem na nauczycieli, chyba, że byli tragiczni (ekhm, teraz np. zacząłem w pewnym przypadku), ale moje oceny z matematyki faktycznie były tragiczne. W tym roku ( semestrze na razie) oprócz „trójki” z odpowiedzi, nie zszedłem poniżej poziomu „dobrego”. Na koniec roku planuję mieć przynajmniej dobry z matmy i wiem, że nie będzie to „mission imposible”. Dlaczego? Bo zacząłem się po prostu uczyć. Siedzę w domu i robię wszystkie przykłady z lekcji samodzielnie. Te przepisane z tablicy (bo na lekcji nie zdążyłem), te znalezione w podręczniku (bo jest tam ich sporo) a jeśli jeszcze starcza czasu, te ze zbioru zadań wypożyczonego z biblioteki. I takie 40 przykładów zrobionych w domu widać później na sprawdzianie, z którego dostaję Bdb.

 

Oczywiście najłatwiej olać to, pójść połazić po osiedlu i ponarzekać, że nauczycielka matematyki jest beznadziejna. Szkoda czasu na naukę, nie?

 

SOiSK. Tutaj oceny nauczyciela są skrajne. Jedni lubią ten styl nauczania i sprawdzianów, inni wręcz przeciwnie. Jednak w dalszym ciągu najbardziej narzekają Ci, którzy dostają najsłabsze oceny. Nigdy się nie uczyłem do tego przedmiotu (chyba, że przed lekcją na przerwie – pozdrawiam Kaczmara i jego zeszyty), ale wynika to raczej z tego, że wiedza na temat komputerów zatrzymuje się w mojej głowie bardzo łatwo i na długo. Jednak, jeśli ktoś ma trudności z zapamiętaniem tych wszystkich nazw, technologii itp., to może po prostu siądzie nad zeszytem godzinę i ocena z pytania z „dopa” zmieni się w „dobry”?

 

Po raz kolejny okazuje się jednak, że taka godzina w tygodniu to za dużo. Łatwiej siąść w ławce po otrzymaniu oceny i „powrzucać” trochę nauczycielowi, oczywiście tak żeby nie słyszał. Powylewać na niego żale z frustracji związanej z kolejną kiepską oceną.

 

Programowanie. Tutaj frustracja jest chyba największa. Nie wszyscy są urodzonymi programistami, jednak tak się składa, że do zrozumienia podstaw pisania programów w Pascalu potrzeba przynajmniej podstaw merytorycznych. Nawet jak ktoś potrafi myśleć logicznie to powinien znać składnie tego języka. Jednak od pierwszej lekcji programowania, braki w znajomości języka, są coraz większe. Jasne, że analiza programu może pomóc w zrozumieniu jakiegoś tam zagadnienia, ale jak ktoś nie zna składni to i tak przy próbie napisania własnego programu „wyłoży się” niechybnie. I zarzuty, że nauczyciel kompletnie nie potrafi tłumaczyć są tutaj śmieszne. Bo on tłumaczy, co najmniej nieźle, ale większość i tak go nie rozumie mając potężne braki z poprzednich zajęć. Logiczne.

 

A już perfidią jest znany tekst, że „przykłady przepisuje z książki”. A skąd ma je do cholery brać?! Z głowy? Ma w niej nosić tysiące przykładów? Ma pisać przykład „na bieżąco”, tracąc czas na zastanowienie i ryzykując błędy, chociaż ma obok siebie książkę, z której ten przykład można przepisać? Nie przepisuje przykładów, „bo się nie zna”. Gdyby tak było to nie pomagałby w czasie lekcji pisać trudniejsze programy, a w czasie sprawdzianu nie podpowiadałby subtelnie nieco gorszym uczniom.

 

Pewnie narażam się na potężny atak, bo moje poglądy są drastycznie inne od poglądów reszty, ale to już nie mogło dłużej siedzieć w mojej głowie. Mam dosyć wysłuchiwania tych bezzasadnych narzekań na wszystkich i wszystko. Ta szkoła nie jest idealna, ale nie jest „absolutnie do dupy” i da się z niej wynieść pożyteczną i użytkową wiedzę INFORMATYCZNĄ. Ciąg dalszy notki wkrótce…


O “starym”.

listopad 15, 2007

No nie chcę kombinować. Powiem tylko, że kawały typu “twój stary” nie są śmieszne ani trochę. Mnie nie śmieszą tym bardziej, bo - o czym nie chciałem się chwalić - “mój stary” nie żyje od 5 lat, odkąd zmarło mu się na zawał. Tak więc błagam, dajcie już spokój z tymi tekstami na poziomie 3 podstawówki. Amen.


Lekarz superstar.

listopad 14, 2007

Dlaczego nie wszystkim lekarzom należą się podwyżki? Bo nie tylko oni dostają za mało. Jednak często ( nie zawsze i wyraźnie zaznaczam to w tym miejscu) nie pracują oni tak jak powinni. W zasadzie lekarze od pewnego czasu dzielą się w Polsce według poniższego schematu:

 

  • Ci, którzy zostali bo są szanowani, płaci się im dużo i dzięki temu jakoś im się w naszym kraju żyje.

 

  • Ci, których szanuje się mniej, lub nie szanuje się w cale. Harują straszliwie a kasę z tego mają prawie żadną a jednak mimo wszystko starają się, do każdego pacjenta podchodzą z troską, opiekują się, interesują. Tacy również są okej. Jednak istnieje również trzecia grupa, czyli…

 

  • Cwaniaki. Grupa wywodząca się z polskiej mentalności. Nie wyjechali z kraju bo tak jak grupie pierwszej, jakoś im się żyje, jednak najczęściej kosztem zwykłych obywateli. Nie wiadomo czy to dobrze czy źle, że zostali. Niby dalej mataczą w polskim piekiełku, jednak nie umacniają reszty Europy w przekonaniu, że polak to cwaniak, hochsztapler i inne trudne słowa.

 

Mama trafiła niestety na przedstawiciela grupy trzeciej. Nie mam prywatnego prawnika, więc pominę nazwisko, bo jeszcze się okaże, że to ja jestem tym złym. Ale po kolei.

 

8 listopada mama, z zawodu przedszkolanka, udała się do publicznej przychodni, by odbyć umówioną wizytę u lekarza specjalisty. Państwowego lekarza, pracującego w tym czasie na państwowych godzinach. Lekarz według rozkładu dnia miał pojawić się na stanowisku pracy o 14, więc mama przyszła godzinę wcześniej, by być jedną z pierwszych osób w kolejce.

 

Pierwsza niespodzianka: Pani doktor przybyła do gabinetu o 14:40, wymawiając się tym, że przyjeżdża z Janowa ( a przychodnia nieopodal śródmieścia stoi ). Wyobraźmy sobie teraz, że tak spóźniona przychodzi do pracy nauczycielka, policjant, bankowiec, prawnik, informatyk, sekretarka, no ktokolwiek! Czterdzieści minut spóźnienia usprawiedliwione długim dojazdem! Pierwszy raz jechała do pracy?!

 

Druga niespodzianka: Mama odczekała swoje. Pierwszy pacjent wszedł, pozostał w czeluściach lekarskiego gabinetu kilka minut i wyszedł. Mama, jako druga osoba w kolejce podeszła do drzwi, które pani doktor zamknęła jej przed nosem.

 

Trzecia niespodzianka: Czemu nie mogła przyjąć czekającej ponad godzinę mamy? Rozmawiała w tym czasie przez telefon, co dostrzegła mama wychodząc zirytowana, nie czekając na swoją kolej.

 

Po pierwsze: Na grzeczne pytanie mamy: „Czy nie wiedzą panie o której przychodzi pani doktor, bo na 15:00 muszę być w pracy?”, pani z recepcji odpowiedziała „Ależ ona przyjeżdża z Janowa!”. I co z tego?! Idąc dalej tropem przedszkolanek, mama ma w pracy koleżanki przyjeżdżające z Zawiercia, Pszczyny, Sosnowca, Mikołowa. Żadna z nich nie wyobraża sobie, że ta druga spóźnia się do pracy ponad pół godziny! Rodzice a tym bardziej koleżanki urwałyby jej głowę!

 

Po drugie: Traktowanie pacjentów jak bydło. Pani doktor, gdy już się pojawiła, bez słowa minęła ludzi i weszła do gabinetu. Zero wytłumaczeń, nawet głupiego przepraszam. Potraktowała ludzi w stylu: „Co się będę tłumaczyć, nie chcą niech nie przychodzą.”. Gdzie szacunek dla ludzi urywających się z pracy by przybyć na wyznaczoną godzinę? Zabieganych, zaganianych, często pracujący stokroć ciężej szarych obywateli?!

 

Koniec tyrady. Miały być retoryczne pytania zaczynające się na „Jakim prawem?”, ale ich nie będzie. Przecież sami też je sobie zadacie.