Bo włączając grę nie zastanawiam się który ’save’ było ostatni.
Za wszystko inne zapłacisz kartą MasterCard.
lipiec 22, 2009Jeden wyjątek rzucany przez PDO.
Jedna wypita kawa.
Trzy godziny skupienia.
Dziesiątki pomniejszych przekleństw.
Jeden brakujący nawias. Reszta, jak w tytule.
6:00 – 23:45, czyli o podróży do Poznania
lipiec 18, 2009Oczywiście wiedziałem, że jadąc do Poznania tylko po to, żeby oddać papiery, skazuję swoją osobę na 12 godzin w pociągu i może 2 – 3 godziny łażenia po samym Poznaniu. W planie miałem wypić kawę ze znajomym, połazić, pooglądać. Nie miałem jednak w planie ponad godzinnego poślizgu, jeśli chodzi o dojazd pociągu na miejsce. Eh, gdybym wiedział wcześniej, pojechałbym o 3 nad ranem.
Już sam początek zapowiadał, że podróż będzie tragedią. Z pociągami mam tyle wspólnego ile z assemblerem. Coś, gdzieś, kiedyś. Wybija 7:35, a ja stoję przed okienkiem informacji, pytając “czy ten pociąg który ma napisane ODJAZD 7:35 i jedzie do Kołobrzega, jedzie też przez Poznań? Czy to ten?”. Myślę, że jeszcze nikt nie rozwijał takiej prędkości na odcinku Okienko informacji – Peron nr 2. Wskoczyłem do pociągu, usłyszałem gwizdek. Jazda.
Najgorsze w pociągu, jest to, że najczęściej wsiadam do niego zaspany. A tam nie ma gdzie spać. Gdyby zagłówek był 10 cm niżej, mógłbym się o niego oprzeć głową, tzn. położyć ją na tymże zagłówku. Ale tak nie jest. Po 3 godzinach podróży czuje się jak zombie. Nie wiem czy zombie poci się, ale jeśli nagle pewna pani zamyka okno bo jej wieje, to ja jestem tym spoconym zombie. Coś pięknego.
Ciąg dalszy. Sprawdzanie biletów. Pytam kiedy będziemy, a pani konduktor oznajmia mi, że o 13. Hmn… Poślizg. Mało tego, na dworcu ląduję jeszcze bardziej spóźniony. Podobno to normalka. Nie wiem, nie jeżdżę.
Gdzie jestem? Czego szukam? Jak tam się dostać? Okręcam się dookoła siebie 3 razy i… nadal nie mam pojęcia co robić, by dostać się na Umultowską 87. Wypada zapytać kierowcy. Pytam. Wskazuje linię, która odjechała 3 minuty temu. No szlag. Następny autobus tej linii przyjedzie o 14. O 15 panie zamykają dziekanat. Nic to, czekam, wsiadam.
14:30 jestem na przedostatnim przystanku tej linii. No i po co wysiadałem z tego autobusu?! Ostatni przystanek mieści się pod nosem wydziału. A tak? Po kolei:
- 14:32 – dzwonię do brata
- 14:35 – brat oddzwania
- 14:40 – dzwonię do brata
- 14:43 – brat oddzwania
- 14:50 – jestem na Umultowskiej. Długiej jak cholera ulicy z lasem po jednej stronie i chodnikiem po drugiej.
- 14:51 – wynegocjowałem ultraszybki kurs taksówką pod Wydział Matematyki i Informatyki, płacę 10 zł, ale piechotą, czy też biegiem, byłbym tam w 10 minut. A tak?
- 14:55 – wchodzę do budynku wydziału
- 15:00 – wychodzę. Jestem studentem UAM Poznań na wydziale Matematyki i Informatyki, kierunek oczywiście to drugie.
Już wiem, że z kawy nici, bo znajomy ulatnia się z Poznania o 15:50 a ja na dworcu będę 15:40 z groszami. Co więcej, przez cholerny poślizg pociągu, nie zdążę na powrotny, bo i tak nie mam co robić. Więc czekam te półtorej godziny w poczekalni (bardzo ładna), czytając po raz 6 “Autostopem przez Galaktykę” (już mnie tak nie śmieszy :/ ).
Gdy wracam, okazuje się, że nad Śląskiem trwa największa burza tego lata. Grom za gromem, grad, deszcz. Przez chwilę jedziemy tak szybko, że sprawdzam, czy przypadkiem się nie cofamy. Nie. Jedziemy. Oczywiście burza wpływa na punktualność pociągu. +/- godzina poślizgu i jestem w Katowicach. Wykończony, ale szczęśliwy.
Mimo wszystko, było warto, zdobyłem kilka ważnych informacji. Przekonałem się, że poznaniacy są niesamowicie gościnni i pomocni ( ile razy pytałem kogoś o drogę, tyle razy dostawałem wyczerpującą informację, pani dzwoniła do córki, żeby się dowiedzieć gdzie mam pójść, w ogóle jej zachowanie było poezją, pozdrawiam Panią!
). Zaznajomiłem się trochę z połączeniami, wypytałem panią w dziekanacie o kilka szczegółów.
Poznań. Nadchodzę!
UAM Poznań.
lipiec 16, 2009Dostałem się. Obszerna, trzymająca w napięciu relacja z morderczej wyprawy do Poznania – już wkrótce.
Opublikował/a cypherq
Opublikował/a cypherq
Opublikował/a cypherq 