Zastanawiam się…

grudzień 19, 2008

Ile mogę jeszcze “przyjąć” na siebie tych wszystkich negatywnych tworów.

Zastanawiam się, kiedy to wszystko, co każdego dnia próbuje mnie rozgryźć, zjeść, pochłonąć, wygra ze mną. Nienawiść, którą spotykam od rana do wieczora. Smutek, który wdziera się we mnie niepostrzeżenie.
Ile mogę jeszcze iść z podniesioną głową, gdy powinienem spuścić ją na dół? Ile wmawiać sobie, że dzień będzie cudowny, o 6 nad ranem i pogodzie jak z najgorszych jesiennych chwil?
Czy będę w stanie jeszcze raz sobie wmówić, że wcale nie jestem tak samotny? Ile razy spojrzę na bok i zastanowię się, jak by to było, gdyby gdzieś nieopodal siedział ktoś dla mnie szczególny?

Ile jeszcze włączę wesołych utworów i posłucham ich, chociaż w duszy będzie grał smutek?

Ile razy zwątpię, czy mój sposób na życie jest dobry? Ile razy się złamię?

Spróbujcie żyć radośniej. Bo ja sam nie dam rady…


Muse – Knights Of Cydonia

grudzień 15, 2008

Muszę przyznać, że utwór cały czas wywiera na mnie niesamowite wrażenie. Jego prostota poraża. W pierwszej minucie jest coś takiego co sprawia, że ten utwór jest wyjątkowy.

Ten wspomniany początek właściwie mnie przeraża. A zarazem dodaje otuchy, ochoty do życia, do jakiejś walki. Może bredzę, ale sami posłuchajcie:


On kłamie!

grudzień 11, 2008

No właśnie! Przeczytałem dzisiaj, że jestem erotomanem. W dodatku sam tak napisałem! A guzik. Nie myślę w ten sposób, nie potrafiłbym fantazjować a już na pewno nie zawsze i wszędzie :] Ale tekst znalazłem w poście z przed jakiegoś czasu.

Cóż, zmienia się człowiek.


Boję się śmierci.

grudzień 11, 2008

Bardziej niż Wy.


Co z tą Polską? :|

grudzień 4, 2008

Chory jestem znowu, więc o 1 w nocy dnia wczorajszego, tj. środa oglądałem na TVP3 obrady sejmu. Przemawiał marszałek Komorowski, oskarżony o obrażanie prezydenta (Jaki kraj, taki zamach). Oskarżał Jarosław Kaczyński. 

Trafnie przewidziałem (co nie było trudne), że pan Komorowski będzie się bronił cytując kwiatki które wyskakiwały z ust pana Prezesa a także jego współpracowników. Zapomniał jedynie o “spieprzaj dziadu” co byłoby niewątpliwie taką wisienką na torcie. Prawidłowo! No do cholery! Jak ten człowiek może jeszcze kogokolwiek oskarżać, skoro sam razem ze swoim bratem rzuca inwektywami w innych, pozostając przy tym kompletnie bezkarnym!? To jest dla mnie nie pojęte, że jakiś staruszek mówi to samo co prezydent, z tą różnicą, że prezydent obrażając kogoś jest bezkarny a staruszka oskarża się o znieważenie głowy państwa!

Pójdźmy dalej. Pan Kaczyński okazał się naprawdę podłym człowiekiem. Z obrzydzeniem słuchałem jak to miesiąc więzienia to nic strasznego, a później, że pan Komorowski zaczął sypać na przesłuchaniu. Pan Prezes straszył jeszcze czerwoną książeczką, mniema, że z zapisem z tego przesłuchania.

Brawo. Teraz naprawdę pana nie lubię. Nie ma pan, panie Prezesie krzty wyczucia, za grosz honoru. Po za tym jest pan podłym człowiekiem. Z całą stanowczością zarzekam się, że w życiu nie podałbym panu ręki po tym co usłyszałem z mównicy.

Dalej nie chciało mi się oglądać tej żenady. Zresztą szybko włączono studio TVP. Poszedłem spać, ale nie mogłem zasnąć. Zastanawiałem się.

Zastanawiałem się co z tą Polską? Co z moim kochanym krajem? Bo jest tak:

  • Rosja rośnie w siłę
  • Ludzie są co raz biedniejsi. Tzn. różnica pomiędzy bogatymi a biednymi jest co raz większa.
  • Rynkiem trzęsie na wszystkie strony kryzys. W kraju i tak jest biednie, tych naprawdę biednych jakieś podwyżki cen itp. dosłownie lub w przenośni – zabiją.
  • Ludzie co raz bardziej nie lubią polityków. Nie lubią Polski. Wracają do niej tylko dlatego, że w Anglii nie da się już tak zarobić. Bo tęsknią za rodziną. Rodziną! Nie ojczyzną!

Co robią politycy? Żrą się. Kłócą się, wytykają sobie jakieś pierdoły, oskarżają wzajemnie. Pan Prezes chce odwołać marszałka za opatrznie zrozumiane słowa. Polska się wali. Wróg rośnie w siłę. A my się kłócimy. Pan J. Kaczyński (jak również jego brat) są znawcami historii Polski. Pamiętacie? Był już taki moment. My się kłóciliśmy, inni dzielili kraj na swoje kąski. 

Ale wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Że politycy doprowadzili do czegoś przerażającego. Kiedyś ludzie kochali Polskę. Byli gotowi poświęcić się dla niej. Umrzeć. Bronili swojej ukochanej ojczyzny, nawet gdy była to walka bezsensowna, z góry skazana na porażkę. A teraz? Kto wróci z obczyzny by bronić Polski gdy zajdzie taka potrzeba? Kto wróci z Anglii by chwycić za przysłowiowy “karabin” żeby bronić ziemi swoich przodków? 

Zasypiałem mając w myślach pewien obrazek. Że umieram za moją Polskę, obracam się i nkogo za mną nie ma…