Random.Next() .NET
grudzień 28, 2007Niespodzianka. Metoda Next() klasy Random z kolekcji .NET zapamiętuje wcześniej wylosowane liczby i nie losuje drugi raz tej samej. A myślałem, że sam będę musiał to obejść. Mała rzecz, a cieszy.
Niespodzianka. Metoda Next() klasy Random z kolekcji .NET zapamiętuje wcześniej wylosowane liczby i nie losuje drugi raz tej samej. A myślałem, że sam będę musiał to obejść. Mała rzecz, a cieszy.
Wigilijny mecz Counter Strike’a 1.6 w naszej sali nr 21. Spostrzeżenia:
Wigilia. W domu, w szkole. Ponad 70% życzeń zawierało w sobie słowo „dobra praca”. Przyda się. Właśnie, ludzie, posługuję się już całkiem płynnie Zend Frameworkiem. Czy komuś jest potrzebna taka osoba? Halooooo?
Spostrzeżenie, tak na szybko: po co w ogłoszeniach pisze się „jakaś tam znajomość obiektowego PHP5” a później „jakaś tam znajomość Zend Framework”? A da się to drugie bez tego pierwszego?
Żeby nie było żadnego kontrataku na mnie później, muszę zaznaczyć, że notka ta nie jest atakiem na Stuq’a w związku z jego notką. Jest tylko dłuższą formą odpowiedzi na jego posta. Na tyle długą, że postanowiłem ją napisać w warunkach domowych przy kawie i ciastku. I niezawodnym Wordzie.
Na początek kwestia szkoły. Naszej szkoły z wszystkimi jej wadami i zaletami. Zabawne jest tak hurtowe ocenianie nauczycieli w naszej szkole, niestety uczniowie często wolą się nie zastanawiać nad tym i od razu przyjąć najprostszą wersję. Czyli, że w szkole nauczyciele są źli i uczą źle albo trochę mniej źle.
Pani z matematyki. Uczniowie, których oceny z matematyki kształtują się na poziomie dopuszczający lub dostateczny w 100% przypadków mają pretensje wyłącznie do nauczycielki. Że nie potrafi uczyć, tłumaczyć, że za szybko, że za krótko, że zadania za trudne na klasówce i mnóstwo innych bezzasadnych argumentów. Jak takie usprawiedliwianie się ma do rzeczywistości, najlepiej widać na moim przykładzie. Wprawdzie nigdy nie narzekałem na nauczycieli, chyba, że byli tragiczni (ekhm, teraz np. zacząłem w pewnym przypadku), ale moje oceny z matematyki faktycznie były tragiczne. W tym roku ( semestrze na razie) oprócz „trójki” z odpowiedzi, nie zszedłem poniżej poziomu „dobrego”. Na koniec roku planuję mieć przynajmniej dobry z matmy i wiem, że nie będzie to „mission imposible”. Dlaczego? Bo zacząłem się po prostu uczyć. Siedzę w domu i robię wszystkie przykłady z lekcji samodzielnie. Te przepisane z tablicy (bo na lekcji nie zdążyłem), te znalezione w podręczniku (bo jest tam ich sporo) a jeśli jeszcze starcza czasu, te ze zbioru zadań wypożyczonego z biblioteki. I takie 40 przykładów zrobionych w domu widać później na sprawdzianie, z którego dostaję Bdb.
Oczywiście najłatwiej olać to, pójść połazić po osiedlu i ponarzekać, że nauczycielka matematyki jest beznadziejna. Szkoda czasu na naukę, nie?
SOiSK. Tutaj oceny nauczyciela są skrajne. Jedni lubią ten styl nauczania i sprawdzianów, inni wręcz przeciwnie. Jednak w dalszym ciągu najbardziej narzekają Ci, którzy dostają najsłabsze oceny. Nigdy się nie uczyłem do tego przedmiotu (chyba, że przed lekcją na przerwie – pozdrawiam Kaczmara i jego zeszyty), ale wynika to raczej z tego, że wiedza na temat komputerów zatrzymuje się w mojej głowie bardzo łatwo i na długo. Jednak, jeśli ktoś ma trudności z zapamiętaniem tych wszystkich nazw, technologii itp., to może po prostu siądzie nad zeszytem godzinę i ocena z pytania z „dopa” zmieni się w „dobry”?
Po raz kolejny okazuje się jednak, że taka godzina w tygodniu to za dużo. Łatwiej siąść w ławce po otrzymaniu oceny i „powrzucać” trochę nauczycielowi, oczywiście tak żeby nie słyszał. Powylewać na niego żale z frustracji związanej z kolejną kiepską oceną.
Programowanie. Tutaj frustracja jest chyba największa. Nie wszyscy są urodzonymi programistami, jednak tak się składa, że do zrozumienia podstaw pisania programów w Pascalu potrzeba przynajmniej podstaw merytorycznych. Nawet jak ktoś potrafi myśleć logicznie to powinien znać składnie tego języka. Jednak od pierwszej lekcji programowania, braki w znajomości języka, są coraz większe. Jasne, że analiza programu może pomóc w zrozumieniu jakiegoś tam zagadnienia, ale jak ktoś nie zna składni to i tak przy próbie napisania własnego programu „wyłoży się” niechybnie. I zarzuty, że nauczyciel kompletnie nie potrafi tłumaczyć są tutaj śmieszne. Bo on tłumaczy, co najmniej nieźle, ale większość i tak go nie rozumie mając potężne braki z poprzednich zajęć. Logiczne.
A już perfidią jest znany tekst, że „przykłady przepisuje z książki”. A skąd ma je do cholery brać?! Z głowy? Ma w niej nosić tysiące przykładów? Ma pisać przykład „na bieżąco”, tracąc czas na zastanowienie i ryzykując błędy, chociaż ma obok siebie książkę, z której ten przykład można przepisać? Nie przepisuje przykładów, „bo się nie zna”. Gdyby tak było to nie pomagałby w czasie lekcji pisać trudniejsze programy, a w czasie sprawdzianu nie podpowiadałby subtelnie nieco gorszym uczniom.
Pewnie narażam się na potężny atak, bo moje poglądy są drastycznie inne od poglądów reszty, ale to już nie mogło dłużej siedzieć w mojej głowie. Mam dosyć wysłuchiwania tych bezzasadnych narzekań na wszystkich i wszystko. Ta szkoła nie jest idealna, ale nie jest „absolutnie do dupy” i da się z niej wynieść pożyteczną i użytkową wiedzę INFORMATYCZNĄ. Ciąg dalszy notki wkrótce…