Włamanie, czyli dlaczego tak długo nie pisałem.

Pomijając ostatnie tygodnie roku szkolnego, w których nastąpiła przerwa w dostawach Internetu, dotknęła mnie inna sytuacja, mianowicie w czasie moich wakacyjnych Bułgarskich wojaży w drugiej połowie sierpnia, włamano się do naszego mieszkania. Nie będę pisał jak, bo jeszcze ktoś przeczyta i będzie chciał powtórzyć, ale gratuluję sumienia skurwysynom okradającym przedszkolankę samotnie wychowującą piątkę dzieci.

 

Łupem złodziei padł sprzęt komputerowy, konkretniej skradziono wszystkie podzespoły z dwóch PC. Jeden gruntownie modernizowany na potrzeby młodszego – graczo-wiekowego rodzeństwa oraz drugi – stanowisko mojej pracy, w którym ostatnio wymieniłem pamięć ram na nową kość, bo poprzednia się zużyła i generowała błędy. Złodzieje mieli ułatwione zadanie gdyż wcześniej z powodu nieludzkich upałów zdjąłem z obu komputerów obie ściany obudowy by PC-ty mniej się przegrzewały. Z drugiej strony, kto wie czy nie wzięliby całych komputerów gdyby były szczelnie zamknięte w obudowach. Tak ostały nam się dwie stacje DVD z nagrywarkami CD, dwie stacje dyskietek, jedna obudowa ( bo druga nadaje się raczej na przemiał ) i – jakimś niewyjaśnionym cudem – mój dysk twardy. Załamałbym się totalnie tracąc także jego.

 

Oprócz komputerów, skradziono nam kilkanaście innych rzeczy w tym nic nie wartą – z punktu widzenia np. jubilera – biżuterię, mającą za to sporą wartość emocjonalną. Ja pozbyłem się srebrnego łańcuszka, który otrzymałem na osiemnastkę ( nacieszyłem się nim długo, nie powiem). Mama np. obrączki ślubnej oraz kilku przedmiotów otrzymanych od taty. No i mnóstwo różnych innych rzeczy (jednak kartkę z listą skradzionych przedmiotów oddałem policji).

 

Najgorszy był powrót do zagraconego, kompletnie rozbebeszonego mieszkania, opaćkanego proszkiem do wykrywania odcisków palców, taśmami (zupełnie jakby kogoś tam zabito). I odkrywanie kolejnych skradzionych rzeczy. Np. ulubionego portfela z idiotyczną trupią czaszką (idiotyczną a jednak miałem do niego sentyment).

 

Nie wiadomo w jakim wieku byli złodzieje, ale podejrzewam gówniarzerię, bo kto inny bawiłby się kosmetykami siostry, albo próbował zrobić sobie kawę w domu w którym na czas wyjazdu wyłączono gaz i wodę (nie zauważyli?). Ponadto działali bardzo chaotycznie, nie wzięli malutkiego pendrive’a, płaskiego, małego i poręcznego skanera, za to rzucili się na bezcenną biżuterię. Ale na swoim fachu trochę się jednak znali. Wywalili i przeszukali wszystkie koperty w mieszkaniu (haha, gnoje! Nie trzymamy gotówki w domu!). Nie zwinęli karty do bankomatu, którą mama dała na wszelaki wypadek wujkowi. Komórki mieliśmy ze sobą (a mieliśmy ich nie brać, sto lat nas przekonywano, że nie są nam potrzebne, bo roaming i drożyzna), ładowarkę też, mp3, większość ciuchów. To wszystko wzięliśmy ze sobą. I dobrze, bo byłoby naprawdę kiepsko.

Odpowiedzi: 2 do “Włamanie, czyli dlaczego tak długo nie pisałem.”

  1. mojstary mówi:

    Przykre nie powiem. Motyw włamań zaliczyłem już, jedno do piwnicy a drugie do domu. Ehhh podczas tego drugiego włamywacz znajdował się jeszcze w mieszkaniu kiedy weszliśmy do środka. Byłem wtedy jeszcze gówniarzem, bo było to zdajsie krótko przed komunią.
    Spokój już nigdy nie zagościł w mojej matce kiedy jest w domu, całe te zajście chociaż było tyle lat temu zostawiło jakieś ślady, bynajmniej nie na drzwiach balkonowych.

  2. Sawka mówi:

    No sumienia bynajmniej nie mieli. Bezczelność nie zna granic. Moja mama też pracuje w przedszkolu i gnoje wchodząc oknem, ukradli torebki (no bo co innego). Tępić dziadów. Mam nadzieję, że Wasza sprawa się rozwiąże pomyślnie!
    Najgorsze to jednak utrata przedmiotów które trzymają w sobie wspomnienia ;|

    Ale w przyrodzie nic nie ginie. Kiedyś, jakoś zostanie wam wszystko zwrócone, w tej czy innej postaci. A gnojom odebrane. Przynajmniej ja wierzę w taką kolej rzeczy

Napisz odpowiedź