O “starym”.

listopad 15, 2007

No nie chcę kombinować. Powiem tylko, że kawały typu “twój stary” nie są śmieszne ani trochę. Mnie nie śmieszą tym bardziej, bo - o czym nie chciałem się chwalić - “mój stary” nie żyje od 5 lat, odkąd zmarło mu się na zawał. Tak więc błagam, dajcie już spokój z tymi tekstami na poziomie 3 podstawówki. Amen.


Lekarz superstar.

listopad 14, 2007

Dlaczego nie wszystkim lekarzom należą się podwyżki? Bo nie tylko oni dostają za mało. Jednak często ( nie zawsze i wyraźnie zaznaczam to w tym miejscu) nie pracują oni tak jak powinni. W zasadzie lekarze od pewnego czasu dzielą się w Polsce według poniższego schematu:

 

  • Ci, którzy zostali bo są szanowani, płaci się im dużo i dzięki temu jakoś im się w naszym kraju żyje.

 

  • Ci, których szanuje się mniej, lub nie szanuje się w cale. Harują straszliwie a kasę z tego mają prawie żadną a jednak mimo wszystko starają się, do każdego pacjenta podchodzą z troską, opiekują się, interesują. Tacy również są okej. Jednak istnieje również trzecia grupa, czyli…

 

  • Cwaniaki. Grupa wywodząca się z polskiej mentalności. Nie wyjechali z kraju bo tak jak grupie pierwszej, jakoś im się żyje, jednak najczęściej kosztem zwykłych obywateli. Nie wiadomo czy to dobrze czy źle, że zostali. Niby dalej mataczą w polskim piekiełku, jednak nie umacniają reszty Europy w przekonaniu, że polak to cwaniak, hochsztapler i inne trudne słowa.

 

Mama trafiła niestety na przedstawiciela grupy trzeciej. Nie mam prywatnego prawnika, więc pominę nazwisko, bo jeszcze się okaże, że to ja jestem tym złym. Ale po kolei.

 

8 listopada mama, z zawodu przedszkolanka, udała się do publicznej przychodni, by odbyć umówioną wizytę u lekarza specjalisty. Państwowego lekarza, pracującego w tym czasie na państwowych godzinach. Lekarz według rozkładu dnia miał pojawić się na stanowisku pracy o 14, więc mama przyszła godzinę wcześniej, by być jedną z pierwszych osób w kolejce.

 

Pierwsza niespodzianka: Pani doktor przybyła do gabinetu o 14:40, wymawiając się tym, że przyjeżdża z Janowa ( a przychodnia nieopodal śródmieścia stoi ). Wyobraźmy sobie teraz, że tak spóźniona przychodzi do pracy nauczycielka, policjant, bankowiec, prawnik, informatyk, sekretarka, no ktokolwiek! Czterdzieści minut spóźnienia usprawiedliwione długim dojazdem! Pierwszy raz jechała do pracy?!

 

Druga niespodzianka: Mama odczekała swoje. Pierwszy pacjent wszedł, pozostał w czeluściach lekarskiego gabinetu kilka minut i wyszedł. Mama, jako druga osoba w kolejce podeszła do drzwi, które pani doktor zamknęła jej przed nosem.

 

Trzecia niespodzianka: Czemu nie mogła przyjąć czekającej ponad godzinę mamy? Rozmawiała w tym czasie przez telefon, co dostrzegła mama wychodząc zirytowana, nie czekając na swoją kolej.

 

Po pierwsze: Na grzeczne pytanie mamy: „Czy nie wiedzą panie o której przychodzi pani doktor, bo na 15:00 muszę być w pracy?”, pani z recepcji odpowiedziała „Ależ ona przyjeżdża z Janowa!”. I co z tego?! Idąc dalej tropem przedszkolanek, mama ma w pracy koleżanki przyjeżdżające z Zawiercia, Pszczyny, Sosnowca, Mikołowa. Żadna z nich nie wyobraża sobie, że ta druga spóźnia się do pracy ponad pół godziny! Rodzice a tym bardziej koleżanki urwałyby jej głowę!

 

Po drugie: Traktowanie pacjentów jak bydło. Pani doktor, gdy już się pojawiła, bez słowa minęła ludzi i weszła do gabinetu. Zero wytłumaczeń, nawet głupiego przepraszam. Potraktowała ludzi w stylu: „Co się będę tłumaczyć, nie chcą niech nie przychodzą.”. Gdzie szacunek dla ludzi urywających się z pracy by przybyć na wyznaczoną godzinę? Zabieganych, zaganianych, często pracujący stokroć ciężej szarych obywateli?!

 

Koniec tyrady. Miały być retoryczne pytania zaczynające się na „Jakim prawem?”, ale ich nie będzie. Przecież sami też je sobie zadacie.

 


Komputer po włamaniu.

listopad 14, 2007

Jako uczeń klasy o profilu informatycznym, potrzebowałem kompa w trybie    przyspieszonym. Poskładałem go z pomocą wujka (który dostarczył sprzęt) i od teraz pracuję na następującej konfiguracji:

 

CPU: Intel Celeron-S 1200Mhz

Płyta główna: Matsonic MS7177CT (5 PCI, 1 AGP, 1 AMR, 3 DIMM, Audio)

RAM: 512 mb mało znanego producenta

Grafika: NVIDIA RIVA TNT2 Model 64/Model 64 Pro (Microsoft Corporation) (32 MB)

 

Do tego mój pozostały dysk, stacja dyskietek, znajdująca się w jako-takim stanie obudowa i DVD. Działa. Programować się da. Filmy odtwarzać też. Wprawdzie słuchanie muzyki na Foobarze przy włączonym MS Visual Studio Express powoduje drobne przestoje w działaniu jednego z w/w programów, ale nie narzekam.


Włamanie, czyli dlaczego tak długo nie pisałem.

listopad 12, 2007

Pomijając ostatnie tygodnie roku szkolnego, w których nastąpiła przerwa w dostawach Internetu, dotknęła mnie inna sytuacja, mianowicie w czasie moich wakacyjnych Bułgarskich wojaży w drugiej połowie sierpnia, włamano się do naszego mieszkania. Nie będę pisał jak, bo jeszcze ktoś przeczyta i będzie chciał powtórzyć, ale gratuluję sumienia skurwysynom okradającym przedszkolankę samotnie wychowującą piątkę dzieci.

 

Łupem złodziei padł sprzęt komputerowy, konkretniej skradziono wszystkie podzespoły z dwóch PC. Jeden gruntownie modernizowany na potrzeby młodszego – graczo-wiekowego rodzeństwa oraz drugi – stanowisko mojej pracy, w którym ostatnio wymieniłem pamięć ram na nową kość, bo poprzednia się zużyła i generowała błędy. Złodzieje mieli ułatwione zadanie gdyż wcześniej z powodu nieludzkich upałów zdjąłem z obu komputerów obie ściany obudowy by PC-ty mniej się przegrzewały. Z drugiej strony, kto wie czy nie wzięliby całych komputerów gdyby były szczelnie zamknięte w obudowach. Tak ostały nam się dwie stacje DVD z nagrywarkami CD, dwie stacje dyskietek, jedna obudowa ( bo druga nadaje się raczej na przemiał ) i – jakimś niewyjaśnionym cudem – mój dysk twardy. Załamałbym się totalnie tracąc także jego.

 

Oprócz komputerów, skradziono nam kilkanaście innych rzeczy w tym nic nie wartą – z punktu widzenia np. jubilera – biżuterię, mającą za to sporą wartość emocjonalną. Ja pozbyłem się srebrnego łańcuszka, który otrzymałem na osiemnastkę ( nacieszyłem się nim długo, nie powiem). Mama np. obrączki ślubnej oraz kilku przedmiotów otrzymanych od taty. No i mnóstwo różnych innych rzeczy (jednak kartkę z listą skradzionych przedmiotów oddałem policji).

 

Najgorszy był powrót do zagraconego, kompletnie rozbebeszonego mieszkania, opaćkanego proszkiem do wykrywania odcisków palców, taśmami (zupełnie jakby kogoś tam zabito). I odkrywanie kolejnych skradzionych rzeczy. Np. ulubionego portfela z idiotyczną trupią czaszką (idiotyczną a jednak miałem do niego sentyment).

 

Nie wiadomo w jakim wieku byli złodzieje, ale podejrzewam gówniarzerię, bo kto inny bawiłby się kosmetykami siostry, albo próbował zrobić sobie kawę w domu w którym na czas wyjazdu wyłączono gaz i wodę (nie zauważyli?). Ponadto działali bardzo chaotycznie, nie wzięli malutkiego pendrive’a, płaskiego, małego i poręcznego skanera, za to rzucili się na bezcenną biżuterię. Ale na swoim fachu trochę się jednak znali. Wywalili i przeszukali wszystkie koperty w mieszkaniu (haha, gnoje! Nie trzymamy gotówki w domu!). Nie zwinęli karty do bankomatu, którą mama dała na wszelaki wypadek wujkowi. Komórki mieliśmy ze sobą (a mieliśmy ich nie brać, sto lat nas przekonywano, że nie są nam potrzebne, bo roaming i drożyzna), ładowarkę też, mp3, większość ciuchów. To wszystko wzięliśmy ze sobą. I dobrze, bo byłoby naprawdę kiepsko.