Jak NIE zainwestowałem na giełdzie.
grudzień 30, 2006Wszystko zaczęło się od konkursu o jakiejś tam nazwie, w którym uczestniczyły zespoły stworzone z uczniów różnych szkół. Grały na giełdzie inwestując jakąś tam kasę. Ja niestety miałem kiepskie pole manewru w tej materii. Wieść o konkursie dotarła do mnie za późno a i tak nie miałbym pewnie z kim stworzyć zespół. Nic to, trochę kasy odłożyłem na moim niepełnoletnim koncie. Jako przyszły informatyk postanowiłem, że moje inwestowanie będzie odbywać się tylko i wyłącznie przez internet. Znalazłem internetowy dom maklerski ( www.Bossa.pl ). Już na stronie głównej dotarło do mnie, jak łatwo jest założyć rachunek ( w tym wypadku dla początkujących, bez ograniczeń jeśli chodzi o obroty, darmowy ). Wszystko przejrzyście wyjaśnione, przystępnie podane. Sen o potędze skończył się w momencie, gdy doczytałem do końca regulamin. Dotychczas jedyną zapłatą o jakiej była mowa w “Żółtym Rachunku”, była prowizja ( nie mniejsza niż 5 zł, ok 0,36% od całego przychodu, nie pamiętam w jakim okresie czasu ), teraz na samym końcu moim oczom ukazał się jeszcze jeden warunek - pierwsza wpłata, która “uaktywnia” konto - 5000 zł. Krótko mówiąc, mnie - szaremu uczniowi szkoły średniej - przyjdzie jeszcze trochę poczekać z takimi giełdowymi manewrami. Przynajmniej do studiów. Tak więc, spodziewajcie się potężnego inwestora wchodzącego na giełdę za kilka lat.
Opublikował/a cypherq