Zlot kibiców Realu Madryt
Krótko i na temat: 22 października, o 7 rano, mini-busem Katowice - Kraków wyruszyłem na zlot kibiców Realu Madryt, organizowanego przy okazji meczu z FC Barceloną przez kolegę z redakcji www.RealMadrid.pl, redaktora Dziobo. Odebrany z Krakowskiego dworca głównego przez tegoż właśnie obywatela, powędrowałem wraz z redaktorem El Fufu i prawie redaktorem (
) Gento do pobliskiego akademika, który jest aktualnym miejscem zameldowania Dziobo. O 14 czekał nas mecz na wymiarowym, prawie, boisku jakiegośtam Liceum. Putki stawiły się ochoczo przygotowane do gry, godzinę wcześniej, my, po przybyciu, nadal czekaliśmy na resztę graczy, by móc złożyć “jedenastkę”. Była by “jedenastka” gdyby nie fakt, że… zapomniałem spodenek. Tak. Tak właśnie się stało. Co tu dużo mówić, mecz rozpoczął się, a ja czekałem na spodenki od Szefa
Zanim szef przyjechał, traktorem został potraktowany El Fufu, który po krótkich negocjacjach zdecydował się podzielić ze mną swoimi spodenkami
Tak właśnie wyglądały moje zmiany - zbiegam z boiska, szybko zdejmuje spodenki, daje komuś i siadam, a co mi tam
Mecz wyglądał trochę mniej śmiesznie. Do przerwy 0:5 bez żadnych perspektyw na poprawę. W przerwie trzeba było przemówić naszym delikatnym, typowo podwórkowym zawodnikom do głów. Moja, jakże wdzięczna przemowa pomogła
Naładowani wolą walki zawodnicy Realu Madryt.pl wyszli na drugą połowę i strzelili 3 bramki. Później był słupek. Była poprzeczka, później słupek - ale własnym ciałem - zaliczył również Man of the Match - czyli Fufu
Tak jakoś się złożyło, że jednak zeszliśmy pokonani 3:7, co tu dużo mówić, na drugi raz przyda się sędzia.
Przeskoczmy epizod z powrotem do akademika i prysznicem i powróćmy do celu zlotu. Czyli wspólnego oglądania meczu Real Madryt - FC Barcelona w pubie “Atmosfera”. Pub ten nie okazał się miejscem gościnnym. Jak kilku pozostałych gości zlotu, którym do lat 18 pozostało kilka miesięcy, a którzy przyszli w końcu pooglądać mecz a nie nawalić się, zostałem wyproszony z pubu. W tym miejscu słowa uznania należą się Sobkowi, który w godzinę przed meczem, zwiedził więcej lokali w Krakowie, niż przez całe życie. Następnie, znajdując o wiele bardziej przyjazny niepełnoletnim klub Reaktywacja, “podziękował” za gościnność barmanowi z Atmosfery i… fala białych koszulek potoczyła się przez Krakowski rynek na ulicę Grodzką.
Mecz zaczął się, zaczął to dobre słowo. Takie mecze jak Gran Derby zazwyczaj rozpoczynają się po pierwszym golu. Ten padł już w 2 minucie i szaleństwo rozpoczęło się. O przebiegu spotkania możecie poczytać więcej w newsie, który sam po części pisałem, powtarzać się nie będę
W pubie zostaliśmy do 2 nad ranem, naprawdę bawiąc się fantastycznie (Gento
). Gorzej było z powrotem, żal było wracać z takiej imprezy, rozpoczynać nowy tydzień i ciężką pracę po takich przeżyciach. Tym bardziej, że w Katowicach, razem z powracającym Czarnym i jadącym dalej Gento, zameldowaliśmy się o 4:50, dziesięć minut później byłem już w domu i pospałem… 2 godziny. Następne 9 spędziłem w szkole, ok. 5 razy kompletnie zasypiając na lekcji, brrr
Dzisiaj jest wtorek, odespałem już część zlotu, jednak warto było. Takiej zabawy, takiego szaleństwa, takiego wyniku, nie zapomina się. Polecam na przyszłość - www.RealMadrid.pl
Oto garść zdjęć, ochrona praw osobowych, mam koszulkę z długim rękawem
:
Na deser noga El Fufu, czyli pozostałość po Putce - Traktorzyście: