Zlot kibiców Realu Madryt

październik 24, 2006

Krótko i na temat: 22 października, o 7 rano, mini-busem Katowice - Kraków wyruszyłem na zlot kibiców Realu Madryt, organizowanego przy okazji meczu z FC Barceloną przez kolegę z redakcji www.RealMadrid.pl, redaktora Dziobo. Odebrany z Krakowskiego dworca głównego przez tegoż właśnie obywatela, powędrowałem wraz z redaktorem El Fufu i prawie redaktorem ( ;-) ) Gento do pobliskiego akademika, który jest aktualnym miejscem zameldowania Dziobo. O 14 czekał nas mecz na wymiarowym, prawie, boisku jakiegośtam Liceum. Putki stawiły się ochoczo przygotowane do gry, godzinę wcześniej, my, po przybyciu, nadal czekaliśmy na resztę graczy, by móc złożyć “jedenastkę”. Była by “jedenastka” gdyby nie fakt, że… zapomniałem spodenek. Tak. Tak właśnie się stało. Co tu dużo mówić, mecz rozpoczął się, a ja czekałem na spodenki od Szefa :P Zanim szef przyjechał, traktorem został potraktowany El Fufu, który po krótkich negocjacjach zdecydował się podzielić ze mną swoimi spodenkami :P Tak właśnie wyglądały moje zmiany - zbiegam z boiska, szybko zdejmuje spodenki, daje komuś i siadam, a co mi tam :) Mecz wyglądał trochę mniej śmiesznie. Do przerwy 0:5 bez żadnych perspektyw na poprawę. W przerwie trzeba było przemówić naszym delikatnym, typowo podwórkowym zawodnikom do głów. Moja, jakże wdzięczna przemowa pomogła ;) Naładowani wolą walki zawodnicy Realu Madryt.pl wyszli na drugą połowę i strzelili 3 bramki. Później był słupek. Była poprzeczka, później słupek - ale własnym ciałem - zaliczył również Man of the Match - czyli Fufu :) Tak jakoś się złożyło, że jednak zeszliśmy pokonani 3:7, co tu dużo mówić, na drugi raz przyda się sędzia.

Przeskoczmy epizod z powrotem do akademika i prysznicem i powróćmy do celu zlotu. Czyli wspólnego oglądania meczu Real Madryt - FC Barcelona w pubie “Atmosfera”. Pub ten nie okazał się miejscem gościnnym. Jak kilku pozostałych gości zlotu, którym do lat 18 pozostało kilka miesięcy, a którzy przyszli w końcu pooglądać mecz a nie nawalić się, zostałem wyproszony z pubu. W tym miejscu słowa uznania należą się Sobkowi, który w godzinę przed meczem, zwiedził więcej lokali w Krakowie, niż przez całe życie. Następnie, znajdując o wiele bardziej przyjazny niepełnoletnim klub Reaktywacja, “podziękował” za gościnność barmanowi z Atmosfery i… fala białych koszulek potoczyła się przez Krakowski rynek na ulicę Grodzką.

Mecz zaczął się, zaczął to dobre słowo. Takie mecze jak Gran Derby zazwyczaj rozpoczynają się po pierwszym golu. Ten padł już w 2 minucie i szaleństwo rozpoczęło się. O przebiegu spotkania możecie poczytać więcej w newsie, który sam po części pisałem, powtarzać się nie będę ;-) W pubie zostaliśmy do 2 nad ranem, naprawdę bawiąc się fantastycznie (Gento :P ). Gorzej było z powrotem, żal było wracać z takiej imprezy, rozpoczynać nowy tydzień i ciężką pracę po takich przeżyciach. Tym bardziej, że w Katowicach, razem z powracającym Czarnym i jadącym dalej Gento, zameldowaliśmy się o 4:50, dziesięć minut później byłem już w domu i pospałem… 2 godziny. Następne 9 spędziłem w szkole, ok. 5 razy kompletnie zasypiając na lekcji, brrr :| Dzisiaj jest wtorek, odespałem już część zlotu, jednak warto było. Takiej zabawy, takiego szaleństwa, takiego wyniku, nie zapomina się. Polecam na przyszłość - www.RealMadrid.pl

Oto garść zdjęć, ochrona praw osobowych, mam koszulkę z długim rękawem :-) :

Kanapa2 Kanapa3Foto-zlotHmn…

Na deser noga El Fufu, czyli pozostałość po Putce - Traktorzyście:

Fufu


Firefox 2.0 - pierwsze obserwacje, pierwsze przemyślenia… Cz. 1

październik 16, 2006

Minęło już trochę czasu, od kiedy na moim PC zadomowił się Firefox Beta 2.0 Coś mi mówiło, że to krok na przód. Nie znałem w pełni możliwości nowej przeglądarki, przyznam, że nie zagłębiałem się zbytnio w jej newsy dotyczące jej nowych możliwości. Wiedziałem jednak, że to krok do przodu, nie wątpliwy postęp jeśli chodzi o przeglądanie zasobów internetowych. Postanowiłem podzielić się z wami moimi spostrzeżeniami. Nie będzie tutaj cyferek, starałem się również wyzbyć technicznego slangu. To garść uwag, które zrozumie nawet laik, być może zainteresuje się nowym Firefoxem, być może zniechęci się.

Zmiany w interfejsie

Głównie chodzi o takie drobiazg, bardzo ułatwiające życie, takie jak:

Last W liście rozwijanej pojawia się lista ostatnio zamkniętych zakładek, nie było tego w poprzednich wersjach, patrzyłem wtedy z zazdrością na Operę, lub wypróbowywałem wtyczki, naśladujące ową funkcję, napisane jednak jako… wtyczki, a więc nie zintegrowane tak miło z przeglądarką. Z funkcji zapamiętywania możemy skorzystać także po za menu. Klikamy na jakąkolwiek zakładkę (nawet pustą) PPM i wybieramy odpowiednią pozycję (np. “cofnij zamknięcie zakładki”).

show
Wyświetla całą historię na pasku bocznym, kiedyś trzeba było odszukać pozycję “historia” lub użyć skrótu, teraz dołożono także osobną pozycję w menu, mała rzecz a cieszy.

Następną rzeczą godną uwagi jest użyteczny menadżer kanałów RSS:

RSS wybieramy z którego typu kanału chcemy skorzystać i albo od razu dodajemy kanał do paska, albo trafiamy do menadżera, którego jednak tutaj nie pokażę, z powodu rozmiarów screena ;)

Kolejnym ułatwieniem w stosunku do poprzednich wersji, jest przejrzysty mini-menadżer dodatków. Zarówno wtyczki jak i motywy, są teraz usystematyzowane w takim o to oknie:

Dodatki Nie musimy już biegać od jednego menu do drugiego, otwierając przy okazji kilka okienek na raz. Z poziomu menadżera pobieramy aktualizacje i inne rozszerzenia.

Takie drobne zmiany w interfejsie. Do rozpatrzenia są jeszcze głębokie zmiany, takie jak np. lifting silnika renderującego, a także błędy, które Firefox nadal posiada.


Jestem dumny z polskiej piłki.

październik 11, 2006

Dlaczego tak? Nie, to nie prowokacja, jestem w pełni zadowolony z polskiej piłki. Na potwierdzenie, że notka nie jest prowokacją, kilka dowodów. A więc:

PZPN:

  • Twardy i nie ugięty prezes. Ludzie szczerze go nienawidzą, bardziej niż co poniektórych bliźniaków. Niektórzy idioci dewastują także jego groby. Grożą jego - Bogu ducha winnym - dzieciom. O jego odejściu przebąkują nawet prezesi klubów naszej ekstraklasy. Ale on, prezes Michał Listkiewicz, nie takie rzeczy przeżył, słyszał i widział. Nie podda się tak łatwo. “Swoją misję musi doprowadzić do końca”. Co można zrozumieć przez słowo “misja”? Może doprowadzenie PZPN do skrajnej ruiny? Pod względem finansowym, moralnym. Może chodzi o doszczętne zniszczenie jej wizerunku w mediach, europie, na świecie? Wielu sędziom przydarzały się zabawne wpadki, których uniknął prezes Listkiewicz. Może teraz nadrabia stracone chwile i chce rozśmieszyć ludzi Polsko - Ukraińską kandydaturą do Mistrzostw Europy 2012? Niczego nie można być pewnym, szczególnie jeśli mówimy o prezesie Listkiewiczu. To człowiek nieprzewidywalny nawet dla najbliższych współpracowników. Jedno jest pewne - to człowiek ambitny, nie ustąpi dopóki swoim poziomem, nie zrówna się braćmi L. i K.
  • BMLPP, czyli Bardzo Mądrzy Ludzie Polskiej Piłki. Takich osobistości jak pan Egueniusz “Nie ma problemu” Kolator nie spotka się w żadnym innym kraju. Nie wiadomo czy asertywność pana Kolatora to wynik jego niezwykle wytrwałej pracy nad sobą, czy wrodzonego strachu i niechęci do sprzeciwu czy ostatecznie nakazy idące z góry (skądinąd bardzo pasujące do osobowości pana Listkiewicza, który korupcję w Polskim futbolu rozwiązał degradacją / dyskwalifikacją kilku ciał sędziowskich, a tak cenne w dzisiejszych czasach pieniądze, zaoszczędził w sprytny sposób - oszczędził naszym kadrowiczom podróży niewygodnym, małym, pewnie niepewnym i słabo ubezpieczonym czarterem. Nasi kadrowicze mogli przebyć drogę z Kazachstanu na Śląsk o wiele tańszymi, lepiej ubezpieczonymi, wypróbowanymi samolotami linii lotniczych. Razem z 600 innymi pasażerami. Dołączyć można także Jana “Sprawiedliwego” Tomaszewskiego, Andrzeja “Marionetkę” Strejlaua i wielu innych ludzi, bez których spokojny byt nasze polskiej piłki nie byłby możliwy.

Trenerzy:

  • Jerzy “Triumf, dramat, zawiść” Engel - Jako jedyny przejrzał na wylot Leo Benhakera. Wie, że to trener słaby, niedoświadczony, a swoje sukcesy zawdzięcza jedynie posiwiałej lwiej grzywie i chrapliwemu głosikowi. Tak więc trener Engel skutecznie stosuje techniki dywersyjne, by słabiutki Leo Benhaker znalazł się po za kadrą. Wyrzucił Dawidziuka, wrócił Dawidziuka. Tu krzywo popatrzy, tam podszepnie złe słówko. W tym tempie szerzenia chaosu w szkoleniowych szeregach kadry, Benhakera na wylocie możemy się spodziewać…w tunelu naszego śląskiego stadionu.
  • Paweł “Odczepcie się ode mnie” Janas - Ponurak jakich mało. Żaden aparat szpiegowski innej reprezentacji nie wyciągnie z niczego. Nic nie dowiedzą się także dziennikarze i kibice. A niektóre spotkania reprezentacji dowodziły, że czasami nawet sami piłkarze nie za dużo się od niego dowiadują przed meczem. Od cichy chłopak. Ale już o taktyce mógłby coś podszepnąć. I tu pojawia się problem. Nie wszyscy jesteśmy gotowi zrozumieć istoty geniuszu Janasa. Reprezentacja pod jego wodzą po prostu ma… grać. Jak ekhm… Brazylia. Tak, tak. Smutno wam teraz, ale gdybyśmy zostawili go na następne 4 lata, pewnie w Finałach Mistrzostw Europy dokopalibyśmy nawet… Brazylii ;) .

Piłkarze

Myślę, że tutaj nie będzie dzielenia. Myślę sobie, owszem mógłbym jeszcze wymienić paru wspaniałych ludzi polskiej piłki, ale czy piłkarze nie zasługują na wyróżnienie? Taki Paweł Brożek. Zawsze był nadzieją polskiej piłki, tych którzy jeszcze w nią wierzą. Zawsze był ostoją dla tych, którzy nie stracili jeszcze nadziei na odrodzenie polskiej piłki. I chyba na zawsze zostanie. Radosław Matusiak po swoich kilkunastu bramkach w lidze ma szansę by zagrać w hiszpańskim Herkulesie. Chyba Poiro. Grzegorz Rasiak błyszczy tam, gdzie zazwyczaj błyszczą inni napastnicy, tak wspaniałych i zasłużonych reprezentacji jak Walia, Irlandia Północna czy ewentualnie Szkocja. Trzymamy więc poziom. A Żurawski trzyma ławkę rezerwowych w Celticu Glasgow, bo to pewnie ławka przez polaków robiona to się trochę chwieje. Jacek Bąk to średniak, ale nie zapominajmy, że gra w silnej lidze Katarskiej. Obok zniedołężniałych gwiazd światowej piłki z podziurawionymi mięśniami, po pięciu artroskopiach itp. Poziom trzymają jedynie bramkarze, nasz towar eksportowy. Zastanawiające jest, dlaczego Kaczyńscy nie dotują Dawidziuka i jego szkółkę w Szamotułach. Toż to chyba jedyny towar, który eksportujemy za taką kasę. Bramkarze. Dudek, na którym mundial 2002 zrobił takie wrażenie, że Jerzy nie umie pozbierać się do teraz (dlatego do Niemiec go nie wzięli). Boruc, który wcale nie nie prowokował Szkockich kibiców. Pokazywał im tylko jak smaczne jedzenie mają w McDonaldzie. Kuszczak, który bądź co bądź gra w Manchesterze United, wielkim klubie pełnym gwiazd. Piłkarze, którzy grają w Premier League to nie to samo co jakieś Kolumbijskie pachołki. Dlatego Kuszczak puścił na śląskim gola. Bo zasnął sobie. Bramkarzy mamy tak dużo i takich dobrych, że istnieje pomysł by wykorzystać znajomości Listkiewicza, by ten przekonał Blattera, że Polska może grać np. 11 bramkarzami w…bramce. No nie ważne. Jak stary wyga Sepp pozwoli nam już grać 11 bramkarzami, to nie ważne gdzie ich postawimy. Listkiewicz skończy swoją misję a Janas będzie mógł zagrać swoją ulubioną taktyką z dwoma defensywnymi…bramkarzami. Dumny jestem z polskiej piłki, zBrazylią na Mistrzostwach Europy nie przegramy.