Bo to szkoła..

wrzesień 19, 2006

No tak, mogłem zastanowić się nad napisaniem jakiejś notki przed rozpoczęciem roku szkolnego, ale nie wiedziałem, że moje obietnice o nauce na średnią 4,5 tak szybko będą musiały być przetestowane. Oczywiście nie jestem żadnym kujonem, po prostu dbam o przyszłość, a w ramach zbierania kasy na jakieś porządne studia, mam nadzieję na załapanie się na stypendium z Unii Europejskiej dla uczniów szkół średnich. Ostatnim warunkiem, który dotychczas nie spełniłem, jest średnia 4,5 na I semestr. Pożyjemy, przeżyjemy, zobaczymy co z tego wyszło ;-)

A pracować trzeba już od pierwszej lekcji. Powtórka, zadanie, przepisz, przeczytaj… Dobrze, że Google Calendar właśnie zyskał na funkcjonalności (czytaj, dostępny jest polski interfejs). Wprawdzie angielska wersja w niczym mi nie przeszkadzała, ale teraz jakoś to przejrzyściej wygląda w mojej głowie. Martwi mnie jedynie brak czasu na nowy engine, czyli mój projekt, który dotychczas przebił wszystkie inne projekty, łącznie ze stroną mojej ukochanej szkoły (z nowym engine poradzą sobie nawet mało uzdolnieni webmasterzy / programiści z mojej szkoły. Tak myślę… ). Jednak na jego rozwijanie jak na razie w pełni znajduję czas tylko w soboty i niedziele, z których łącznie ok. 3-4 godziny idą na C++ Buildera, bo w końcu trzeba się rozwijać także w tym kierunku. No i jeszcze w piłkę z przyjaciółmi. Tak, tymi zaufanymi. Na których zawsze można liczyć, z którymi miło można spędzić czas grając na naszym ukochanym “Ujocie” ( tak naprawdę jest to boisko UŚ-a, nie znam genezy powstania tej nazwy ), który wkrótce przejdzie do historii. UŚ wybuduje w centrum miasta kolejną płatną halę. Co się dzieje z tym krajem, rany…

Sam nie wiem jak znajduję na to wszystko czas i co najważniejsze CHĘCI, może to ta druga połówka, z którą również dzielę swój czas w sobotę, jako jedyny względnie wolny dzień, daje mi taką siłę? Biorąc pod uwagę moje lenistwo, rok temu… Sam się dziwię mojej pasji, która towarzyszy mi w nauce jakże przyjemnego języka niemieckiego. Myślę, że dzięki odnowieniu ślubów z Google Calendar, notki tutaj znów zaczną pojawiać się w miarę regularnie. W przeciwieństwie do bloga mojego brata, któremu nie chce się nic. Ani tworzyć stron, ani grać w sobotę w piłkę, ani pisać nowych notek, ani sprzątać gazet. Pozdrowienia dla niego, jak i dla wszystkich innych, zawalonych wprost nauką.


Operacja Overlord

wrzesień 10, 2006

W przypływie weny, spowodowanym pół słodkim winem, muzyką A7X, oraz szeroko pojętą irytacją napisałem wiersz, a przynajmniej wydaje mi się, że to wiersz, prawdopodobnie ma coś wspólnego z desantem na plażę w Normandii, nie jestem pewien bo nawet nie pamiętam, żebym go pisał… Przedstawia się następująco:

Ze skał odarte dźwięki
bez koszmarów zębów plaże
marzenia, jak kosmyki włosów przez fale porwane
błysły bezpowrotnie
na dźwięk stalowej rozpusty
ogniem podgrzewanej
i płaczem milczących matek.
Bo milczały gdy ziemia spłodziła szatana
teraz milczą,
gdy na grobie jego niewinni leżą…

Krótka proza w moim wykonaniu, wrzucona tutaj w przerwie pomiędzy nierównościami wielomianowymi a wymową pieprzniętych niemieckich słówek. To tyle na dziś.


Avenged Sevenfold – ciąg dalszy…

wrzesień 2, 2006

W poprzedniej części zabaw w recenzenta obiecałem, że zrecenzuje większość dostępnych mi kawałków Avenged Sevenfold (Czyli wyłączając Sounding the Seventh Trumpeth – płytę którą można “dorwać tylko i wyłącznie kupując w USA, a na to mnie póki co nie stać ;-) ). Poprzedni ODCINEK zakończył się na 6 pozycji. Czas na następne kawałki:

  1. Trashed and Scattered – City of Evil – Najagresywniejszy kawałek z całego CoE. Szybki, typowo punk-rockowy kawałek, który zwykłych kawałków odróżnia dalsza część. Zmiany rytmu, prędkości… W pewnym momencie dzwięki milkną, zostaje kończąca solówkę giatara i… Tak – w tym utworze można wyładować wszystkie żale i agresję skupioną przez cały dzień. Dlaczego? Krótko mówiąc, do dalszej części utworu zaprasza nas pełen gwałtu, przemocy i nienawiści głos wokalisty i jeszcze bardziej nakręcona perkusja. Utwór doskonale pasuje do zdenerwowanego i wzburzonego słuchacza, który chce się po prostu rozluźnić. Końcówka utworu to apogeum ostrej solówki i agresywnego rytmu wybijanego na perkusji. I spokojny głos wokalisty… Jakby wyciszającego nas po trudach utworu..
  2. Unholy Confessions – Waking the Fallen – Ten oto utwór wykradł miejsce w czołówce świetnemu Seize the Day. Może dlatego, że od dziecka słuchałem Rammsteina i lubię ciężkie riffy, które atakują nas w tym utworze od samego początku. Co najważniejsze, dopóki nie usłyszałem tego utworu, nie wiedziałem, że można grać tak ciężko grając tak melodyjnie. Prawdziwy punk metal. Utwór typowo koncertowy, pogo, młyn etc. No, przesadzam, aczkolwiek widziałem koncertówkę z Unholy Confessions i myślę, że utwór pasuje tam idealnie.
  3. Seize the Day - City of Evil – prawdziwie łzawa ballada. Nie do końca, utwór ma swoje “momenty”. Tak jak M.I.A. który jest nieco dłuższy i bardziej rytmiczny. Seize the Day jest mnie przebojowy, jednak to jest w końcu ballada. Przyśpiesza w nastrojowych solówkach, by później dramatycznie zwolnić. Nie podbiła mojego serca tak jak M.I.A., zasadniczo jednak nie lubię ballad, a ta mi się spodobała.
  4. Eternal Rest - Waking the Fallen – Dlaczego ten utwór podoba mi się? Słucham go po raz setny i… nie mam pojęcia. Po za “kwaśnym” i energicznym gitarowym wstępem, powyższy utwór to mocne darcie mordy. Problem w tym, że jako jedno z nie wielu takich wrzasków – przypadło mi do gustu. Może ze względu na delikatną i wysublimowaną końcówkę? Może dlatego, że to nie jest takie zwyczajne darcie mordy. Można rozróżnić słowa, ponadto całość przypomina.. hmn… Może ośmieszę się w tym momencie, ale armię “nienawistnych”. Słuchając utworu, stoi się pośród jej szeregów i wysłuchuje wywrzeszczanego kazania. Utwór bardzo energetyczny jak mawiają fani techno ;-)
  5. Strength of the World – City of Evil – Czego nie ma w tym utworze! Trudno uwierzyć w to co powiem dopóki nie usłyszy się tego kawałka. Początek to wolna i spokojna gitara (klasyczna ??) do której po chwili dołączają się skrzypce i – uwaga – kastaniety. Utwór inspirowany flamenco, meksykańskim folklorem… Wstęp bardziej kojarzy się z “Doliną muminków” niż z power metalem ;-) Utwór lekki, bardzo lekki, ale ciekawy. Mimo, że w zasadzie jest o niczym, to jednak ma w sobie to coś, ten powód dla którego ten utwór powinien was zaciekawić.

W dzisiejszym ekhm… odcinku to byłoby na tyle. Dalszej części można spodziewać się gdy zdobędę Sounding the Seventh Trumpeth. Postaram się jednak dodać nieco materiałów ( w planie jest tego dużo, nie wiem jak będzie z czasem – chodzi o kilka słów o albumach, jeszcze kilka o samych chłopakach z A7X. A jeszcze trochę o inspiracjach. No tak, materiał na długie jesienne wieczory, które zaczęła zajmować moja druga połowa ;-)