GG - krach na giełdzie?

sierpień 31, 2006

GG crash

Jeżeli GG będzie podupadało na giełdzie tak często i tak skutecznie jak w rzeczywistości sieć Gadu Gadu - to możemy się spodziewać wielu załamanych inwestorów. A jeżeli nie, to czy nie ważniejsi są ludzie używający tej GG codziennie? Może najpierw warto by było zadbać o komfort i bezpieczeństwo użytkowania? Ludźmi zainteresowanymi powodami, dla których ten komunikator nie powinien być używany, zapraszam TUTAJ. Autor skutecznymi i trafnie argumentuje, dlaczego powinniśmy przesiąść się na Jabbera.


Firefox 2 Beta 2

sierpień 30, 2006

Słowo betą się stało. Firefox 2 beta 2 z gałęzi RC2 jest już dostępny. Testowana od wczoraj, od godziny 00:25 pozwala siać optymizm w szeregach fanów Liska. Beta 2 działa (tak jak Beta 1) na silniku Gecko 1.8, chociaż było to oczywiste, gdyż tak jak pisał Marcoos, Gecko 1.9 pojawi się w Firefoxie 3.0 . Pomimo tego, Beta 2 tak jak i cała gałąź Firefoxa 2, działa zauważalnie szybciej niż Firefox z serii 1.5.0.6. Beta 2 jest też jeszcze bardziej stabilniejsza niż Beta 1. Jeżeli jednak jakaś “wpadka” się zdarzy, Firefox dochodzi do siebie szybciej. Nie ma już kolejnych błędów przy powtórnym włączaniu “wyłożonego” Bon Echo. W przeciwieństwie do Firefoxa 1.5.0.6., Bon Echo nie zawiesza się “twardo”. Tzn. nie powraca do desktopu, tak jakby się wyłączył i nie pożera w tym momencie zasobów z przyrostem kwadratowym. Interfejs również jest nieco bardziej przejrzysty. Wprowadzono kosmetyczne poprawki.

Świetnie spisuje się słownik języka polskiego. Do ściągnięcia wraz z polską wersją Bety 2, wspomaga w przystępy sposób pisanie tekstu nawet w czasie tworzenia tej notki. Na szczęście nie ucierpiała na tym prędkość Firefoxa. Można nawet zauważyć spadek zajmowanych zasobów średnio o 3-5 mb. Poniżej znajdziecie linki, zarówno do zasobów publicznych Mozilli.org, jak i bezpośrednio do polskiej wersji Firefoxa 2.0 Beta 2

Zasoby publiczne Mozilla.org: Firefox 2.0 Beta 2 z gałęzi RC 2

Firefox 2.0 Beta 2 PL


Wszystko co chciałbyś wiedzieć o Avenged Sevenfold, a boisz się zapytać…

sierpień 29, 2006

Przetłumaczyłem trochę materiałów o chłopakach z Avenged Sevenfold - prosto z angielskiej wersji wikipedii oraz oficjalnej strony zespołu. Wszystko co zostało już zredagowane, możecie przeczytać TUTAJ. Postaram się sukcesywnie zwiększać zasób informacji o A7X.


O Avenged Sevenfold kolejny już raz…

sierpień 22, 2006

Miało być o czymś innym, ale… Znalazłem cytat Matta Shadowa (głównego wokalisty zespołu, ale o składzie nastepnym razem ;-) ) o Beast and the Harlot, jakże wspaniałbym kawałku z City of Evil:

“to utwór o dziwkach, złodziejach, marynarzach, i wszystkich którzy przyjeżdżają do miasta i je korumpują, i w dużej mierze jest to utwór o Bogu, który schodzi na ziemię i wymierza im cios mówiąc ‘jeżeli nie jesteście po mojej stronie, zrobię z was tosty’. Więc jest to w pewnym sensie kpina ze słów w Biblii, i próba zastanowienia się ‘czy tak naprawdę się stanie?’ Jest to też metafora do dzisiejszego Las Vegas, dzisiejszego Los Angeles, Nowego Jorku, gdzie dzieją się szalone rzeczy.” Te słowa rzutują na cały album, A7X nie są jednak w żadnym wypadku anty-chrystami jak Marilyn Manson, nie głoszą też żadnej ewangelii, ani nie promują żadnej wiary. Po prostu komentują na swój sposób otaczający nas świat, posiłkując się postaciami i zwrotami z Biblii.”

I wszystko jasne. Ja mam w planie przetłumaczenie M.I.A. (będzie tego, 9 minutowa ballada) i oczywiście Bat Country. Chciałbym jednak dodać, że słowa Matta bardzo dobrze oddają charakter całej płyty A7X, które nie próbuje tworzyć nowej filozofii, nie próbuje nawracać. Mówi o tym co leży na sercu, jednak w odróżnieniu od innych zespółów punk / metalowych, mają na to pomysł. Mowa tutaj w szczególności o polskich zespołach, które często zapominają, że tekst to nie wszystko…


Ostatki wakacyjne, czyli o skłonnościach masochistycznych…

sierpień 19, 2006

Za tydzień do szkoły. Jestem przerażony. Przerażony bo mój mózg nie obliczył jeszcze czy to dobrze, czy źle. Chciałbym, żeby wakacje trwały następny miesiąc, ale z drugiej strony dają o sobie znać moje skłonności mashochistyczne - chętnie pójdę znowu do szkoły, poużeram się z kolegami, nauczycielami, pozarywam trochę nocy by wykuć materiał (tak, tym razem będę dumny ze swoich ocen :P ). Powrócę do codziennej przyjemności, jaką jest siedzenie o 21 przy kawie nad PHP. Wtedy czuję, że żyję… Brzmi to może banalnie, ale następnych dwóch miesięcy wakacji nie zniósłbym, chyba, że istniałby ten ktoś, z kim pojechałbym na drugi koniec ekhm… Śląska ;-) Na dzień dzisiejszy niestety nie ma nikogo takiego, a myślałem, że jeszcze będzie. Chociaż nie tęsknie :) Patrząc na podgląd tej notki, myślę, ze jest o niczym. Zwykłe pieprenie żeby napisac notkę bo długo się nie pisało… A w planie już są prawdziwe ciekawy notki, trochę o A7X, trochę o PHP. Póki co musicie zadowolić się takim zwyczajnym wielkomiejskim pieprzeniem.

A może ktoś z was odkryje w sobie takie skłonności masochistyczne? Może polubi siedzenie nad swoim hobby w stanie skrajnego zmęczenia? Trzymam kciuki.


O Avenged Sevenfold słów kilka…

sierpień 7, 2006

Postanowiłem ostatnio rozszerzyć moją kolekcję utworów tej fantastycznej grupy, tak aby posiadać dwa pełne albumy. Chodziło o najnowsze City of Evil i trochę starsze Waking The Fallen. Na deser pozostawiłem jeszcze album wydany mniej więcej “pośrodku” tych dwóch, czyli Sounding the Seventh trumpet. Razem 23 utwory, ale jak wiadomo żaden album nie jest w całkowicie idealny. Są lepsze i gorsze kawałki, szybsze, wolniejsze, z pomysłem i bez. Pomyślałem więc, że z tych dwóch które mam do dyspozycji utworzę jakże obciachową listę najlepszych kawałków A7X (dobra, poprostu robiłem playlistę w Foobarze i jakoś tak wyszło ;-) ) A przedstawia się ona następująco (tytuł - album - dlaczego właśnie to) :

  1. Bat Country - City of Evil - bez wątpienia najlepszy utwór A7X. Skrajnie szybki, psychodeliczny, ostry punk rock na wstępie. W refrenie brzmiący jak najdelikatniejsza ballada rockowa, by spowrotem przejść do mocnego brzmienia. Mocnego ale Bat Country to nie sieczka. To bardzo melodyjna solówka gitarowa, przewijająca się przez cały kawałek, a mająca swój “szczyt geniuszu i inwencji” mniej więcej w połowie całego utworu i towarzyszący jej cały czas prosty, ale wiele znaczący podkład basowy. Słowem geniusz.
  2. The Beast and the Harlot - City of Evil - jak wspomniano na oficjalnej stronie zespołu jest to utwór, który z założenia miał być nieco lżejszy niż Bat Country a jednocześnie tak samo żywy i energiczny (przy okazji demonizujący kobiety i show-biznes ;-) ) I taki jest. Na początek bardzo mocne wejście pod wstęp do refrenu, w którym można usłyszeć o demonicznej pokusie (taaak, kobiecie ;-) ) - bardzo szybkie, ale też niewiarygodnie lekkie “śpiewanie” (bez podkładu basowego, w tle słychać jedyie kolejną melodyjną solówkę gitarową) okraszone perkusją. Utwór ze względu na “lekkość” refrenu bardzo nietypowy, ale jest to kawałek dorównujący Bat Country (może nie jest tak mocny jakbym chciał i dlatego pozycja druga).
  3. Burn it Down - City of Evil - Początke może zniechęcić. Walą po garach mocniej niż chłopaki z Green Day. Później perkusja nieco przerzedza się i ustępuje miejsca gitarze basowej. Trzeba jednak przyznać, że gitary i melodia ustępują w tym utworze rytmicznej perkusji i wokaliście, który przez chwilę bardziej mówi niż śpiewa, później jednak pokazuje swoje wokalne umiejętności i skalę głosu (nie, nie wrzeszczy ;-) ) Warto zainteresować się tekstem tego kawałka.
  4. Blinded in chains - City of Evil - Nie wiem jak innym, ale mnie ten utwór działa na wyobraźnię. Sam ponad półminutowy wstęp w którym słychać jedynie perkusję i jak zwykle melodyjną gitarę to dla mnie poezja i teatr. Brzmienie gitary “gra” walkę, później rozpacz, by później pokazać, że hmn… “nie daje za wygraną”. Potem przygotowuje się do kontrataku i …atakuje. Dobra, zagalopowałem się trochę, krótko mówiąc kawałek opowiada historię samą muzyką. Ten kawałek jako jedyny jest tak bardzo “mówiony”, nakręcany przy okazji marszową perkusją i gitarą basową. Całość mimo, że grana i śpiewana powoli, sprawia wrażenie typowe dla hardcore’u, tak jakby utór…hmn… galopował.
  5. The Wicked End - City of Evil - Melodię przewodnią tego kawałka chłopaki zapożyczyli z wstępu do Blinded in Chains. Utwór to ballada, utrzymana w konwencji nie balladowej (tak, wiem, skomplikowane to ;-) ). Chodzi poprostu o to, że cały utwór jest szybki, mocno zwalnia jednak w niektórych momentach, zaś sam tekst i styl grania przypomina właśnie balladę.
  6. M.I.A. - City of Evil - Najlepsza (najdłuższa? 9 min.!) ballada jaką słyszano kiedykolwiek w punk rockowej konwencji. Energiczna, szybka (Ale uwaga, szybka jak piosenki Czerwonych Gitar, nie jak przeciętne kawałki zespołów punkowych ;-) ), nieco smutna. Opowiada o rozterkach i smutkach żołnierza (nie jest to jednak płaczliwa opera mydlana, ale bardzo pomysłowa opowieść bez fabuły). Pomimo całej swej energii delikatna i wpływająca na nastrój, smutna lecz nie ponura ballada, kończąca się jakby bitwą opowiadaną przez gitary i zwycięstwem, o którym oznajmia nam 4 osobowy męski chór A7X. Ostatnia minuta tego poematu to naprawdę delikatne i nietypowe zakończenie. Subtelny i ciepły głos, któremu towarzyszy powolna, spokojna i stonowana gitara… Naprawdę, warto posłuchać.

To pierwsza część moich wywodów na temat chłopaków z Kalifornii. Pozostałe postaram się opublikować jak najszybciej. Utworzyłem też kategorię, o nazwie zespołu. Pomyślałem, że za dużo piszę o nich, by szufladkować ich w “marudzeniu”. Miłego słuchania/czytania.


Gdańsk = Odpust?

sierpień 6, 2006

Wróciłem. Wróciłem z Gdańska. Miasta pięknego (ekhm…) polskiego morza bałtyckiego, szybkich kolejek międzymiastowych. Z miasta, którego mieszkańcy nie mogą się nudzić. Jest Jarmark Dominikański, tworzący nietypową XXI -średniowieczną atmosferę. Z miasta w którym każdy może zarobić, o ile ma coś do zaoferowania gdańskim turystom. Z przykrością trzeba stwierdzić, że wróciłem z miasta-odpustu…

Stary poczciwy Neptun, stojący w centrum miasta powitał nas zapachem wprost z rynsztoka. Dobra, wprost z Toi-Toya. Wiecznie zamkniętej, wiecznie zapchanej, wiecznie śmierdzącej publicznej toalety jak to ma miejsce w Gdańsku. Miasto usiane zamkniętymi na kłódkę kiblami jak plaża w Normandii zasiekami w czasie operacji Overlord. Nadzieja na znalezienie owej budki otwartej minęła w raz z pół godzinnymi poszukiwaniami takowej po powrocie z Gdyni. A niestety Gdańsk nie należy do wyjątków jeżeli chodzi o kolejny idiotym związany z naszym pięknym krajem. Wszędzie w Europie toaleta publiczna = darmowe pomieszczenie (POMIESZCZENIE nie budka) w której za darmo można skorzystać z WC. Wszędzie, tylko nie w Polsce. Jak już się znajdzie taką, to trzeba za nią zapłacić. Pół biedy jeżeli trzeba zapłacić 50 gr lub złotówkę jak w Katowicach. Ale 2 zł. za to, że zamiast pod drzewem kulturalnie załatwie swoje potrzeby w ubikacji to chyba delikatna przesada… I na litość! Kto stawia Toi-Toye w miejscu, które jest symbolem miasta. Tłumy turystów biją ulicą Długą, by sfotografować się na tle pomnika Neptuna. A co stoi za nim? Dwie niebiesko-białe budki, które swoim zapachem odstaraszają potencjalnych turystów. Kompletna klapa.

Druga rzecz to ludzie, zbierający pieniądze na ulicy. Punkt dla Gdańska, że w porównaniu do Katowic są to ludzie, którzy mają coś w zamian do zaoferowania. Robią coś nietypowego, trudnego dla zwykłego człowieka, krótko mówiąc Coś za Coś. Jednak straż miejska (urząd miasta?) przesadza pozwalając ludziom rozkładać stragany z tandetą na wspaniałej i niegdyś klimatycznej ulicy Długiej. Po jaką cholerę stoi na niej czterech czy pięciu ludzi sprzedających targową tandetę - Myszkę Miki i Minnie tańczących do rytmu muzyki granej z jakiegoś magnetofonu? Po co “Długiej” facet robiący (tandetnie, trzeba zaznaczyć, jak to stwierdziły moje młodsze znajome) tatuaże z henny? I wreszcie, po co te żywe pomniki? Owszem, pan w niebieskim garniturze i czerwonym kapeluszu to dla mnie hit. Świetnie przygotowany do roli “pomnika” strój. W dodatku tak jak “Pan kominiarz”, skądinąd również dobrze komponujący się w klimat ulicy Długiej, potrafi stać nieruchomo naprawdę dłuuuugi czas. Ale dwójka gówniarzy (właśnie, na oko byli w moim wieku, a tacy chyba mogą pracować choćby fizycznie zamiast kalać fantastyczny pomysł “Żywych pomników”) przebrana w jakieś odblaskowe stroje, tandetnie i nieudolnie kopiująca Pana Kominiarza a także Ireneusza Krosnego to coś co niszczy cały wizerunek ulicy Długiej, misternie tworzony w umysłach zwiedzających ją turystów.

Gdańszczanom zazdroszczę za to Samorządu Miejskiego. Tego, który co roku organizuje Jarmark Dominikański, który co i rusz urządza koncerty, zaprasza na swoja scenę zarówno stare, nie znane młodszym pokoleniom zespoły, ale także te nowsze znane w całej Polsce. Gdyby w Katowicach chcieli tak jak chce się urzędnikom w Gdańsku…

Ogólnie pobyt w Mieście Neptuna można zaliczyć do udanych. Fakt, że plaże to w 90% piasek, 5% szkło a w pozostałej ilości różne inne odpadki. Fakt, że morze Bałtyckie to brunatno zielona breja w której boję się nurkować by nie wyjść z niej zatruty sinicą. Ale to nie wina aktywnych gdańskich urzędników, a tych, którzy tam na górze ( w rządzie oczywiście ) robią z naszej ukochanej ojczyzny wesołe miasteczko, za które przyjdzie nam za niedłguo słono zapłacić. I jak tu kończyć posta optymistycznym akcentem? Posta, to miała być krótka notka a wyszedł felieton, tak więc pamiętajcie o prawach autorskich ;-)

Na koniec dawno nie prezentowany screen z FAKE-BUG-MISTAKE na jakby nie było obleganej przez internautów stronie, na którą liczy wielu, nie tylko grających w zakładach bukmacherskich.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us