Przepisałem dwie metody i założyłem repozytorium publiczne dla Blittera. Najświeższa wersja pojawiać się będzie pod tym adresem:
Blitter – zarzuć ulubionym kawałkiem.
wrzesień 17, 2009Znalazłem na blogu Harvesta jego własną przeróbkę skryptu który krótko mówiąc sprawdza, czy nasza ulubiona piosenka z last.fm przypadkiem się nie zmieniła, wysyłając aktualnie topowy kawałek na status Twittera. Harvi przepisał go z Ruby’ego na PHP dodając obsługę Blipa. Tutaj dokładniejsze wytłumaczenie.
Trochę uporządkowałem kod i zrobiłem ze skryptu prostą klasę. Nadal nie podoba mi się metoda post(), ale nie mam pojęcia jak mogłaby wyglądać. Może kiedyś to rozgryzę. Tymczasem tutaj sama klasa główna (link do PasteBin.com, albowiem możliwości domyślne wordpress’a nie pozwoliły na poprawne podświetlanie składni PHP, yhm), niżej link do paczki z klasą parsującą XML i przykładem użycia:
Klasa główna (w tym samym pliku przykład użycia, oryginalny plik nie ma takich ‘wtrąceń’):
http://pastebin.com/f771303dd
Paczka:
http://wyslijto.pl/plik/1zoxykot22
Wszelkie uwagi i propozycje w komentarzach.
Open Football Engine
sierpień 23, 2009Postanowiłem stworzyć nowy projekt, tak dla rozwoju i z ciekawości. Więcej o nim już wkrótce w powiązanej kategorii oraz oddzielnej zakładce. Mam już roadmap, materiały, a także zakres możliwości które chce osiągnąć. O co chodzi? O (tymczasowa nazwa) Open Football Engine. Silnik rozgrywający mecze piłki nożnej w wirtualnej rzeczywistości. Tak “twój Football Manager”. Każdy może korzystać z jego “możliwości”. Może wpływać na jego zachowanie, odwzorowanie atrybutów czy też fizyki, sposób gry.
W sieci znalazłem tylko jeden artykuł pomocny w jakikolwiek sposób. Wkrótce na blogu ukaże się jego tłumaczenie. Oprócz tego artykułu znalazłem wątek na gamedev.pl, a w nim 1 minutowy filmik przedstawiający działanie silnika, napisanego w javie. Niestety, wątek jest z przed 2 lat, a autor nie odpowiada na pytania czy prośby o jakiekolwiek prośby czy materiały. Nie poddajemy się.
Silnik będzie stworzony pod C#, z obsługą OpenGL. Jeszcze nie wiem, czy silnik będzie się uczył, czy będę korzystał z jakichś algorytmów genetycznych. Wszystko jest określone na papierze, a zostanie zweryfikowane krok po kroku. Póki co, dodałem nową kategorię na blogu i niebawem dodam przetłumaczonego arta.
Jeśli ktoś czuje się na siłach – zapraszam do współpracy.
PS. Pogrzebałem trochę i okazało się, że w sieci są jeszcze dwie części wspomnianego art’a. Łącznie 4, zredagowane w jeden spójny dokument PDF. Tłumaczenie trochę się przeciągnie, ale chcę je zrobić porządnie a myślę, że warto.
Kiedyś ludzie się bali.
sierpień 9, 2009Lubię średniowiecze. Ta stanowczość, te kary, ten porządek. Nie twierdzę, że wszytko było wtedy w najlepszym porządku (tak jak okres sanacji nie był całkiem dobry [dla niektórych wcale, ale to moje zdanie]), ale było coś co różniło tamten okres od tego co działo się później. Tego całego cywilizowania kar, dbania o co raz to wymyślniejsze prawa człowieka, poprawność polityczną.
Przeciwnicy kary śmierci twierdzą, że wprowadzenie jej nie zmniejsza liczby przestępstw nadających się do użycia tej kary. Czyli ludzie się nie boją, nie na tym to polega. W średniowieczu też się nie bali. Jak ktoś miał zabić, zgwałcić, być pedofilem etc., to nim zostawał, to robił to. Była jedna zasadnicza różnica.
Zawsze pokrzywdzony: rodzina zabitego, zgwałconej, obrażonej osoby, czy też sam poszkodowany, mogli mieć nadzieję na to, że winny zostanie ukarany. Zostanie ukarany adekwatnie do swojej winy. Oko za oko, ząb za ząb. Będzie cierpiał, umrze, przez następne 20 lat nie zobaczy nawet skrawka słońca. Oczywiście zdarzały się wyjątki. Ktoś był bogaty – mógł się wykupić w pewnych wypadkach. Ale była nadzieja, że winny zostanie przykładnie ukarany. My nie mamy takiej nadziei.
Złodzieje odbywają kary w więzieniach, czasem żyjąc lepiej niż uczciwi, lecz biedni ludzie. Kiedyś zastosowano by którąś z kar mutylacyjnych: obcięto by palec, dłoń.
Dzisiaj złodziej albo napastnik, jeśli zostanie przy próbie napadu, rabunku pobity “za mocno” przez swoją ofiarę (pokrótce chodzi mi o obronę konieczną), może się poskarżyć w sądzie, o ile będzie w stanie. Kiedyś można było najść swojego napastnika i wtłuc mu bezkarnie prawem odwetu. Sami wymierzaliśmy sprawiedliwość – w majestacie prawa. Czerpaliśmy satysfakcję z zemsty. Wiedzieliśmy, że winny został ukarany tak jak byśmy chcieli.
O karach rozpisywać się nie będę – rozpisano się już wystarczająco. Nie popieram oczywiście średniowiecznych egzekucji w myśl “im brutalniej tym lepiej”. Chwalę sobie karę śmierci jako adekwatną do wielu przewinień. Pod warunkiem, że wykonaną w cywilizowany sposób. Tylko jak słyszę, że facet który z zimną krwią wybił całą rodzinę nie może cierpieć 2 minut po wstrzyknięciu trucizny, to cóż jeszcze mam powiedzieć?
Kiedyś nawet plotkarzom i kłamcom zakładano na głowę maskę, żeby ich ośmieszyć, uciszyć. Dla dzieci, jeszcze sto lat temu, przygotowane były kary cielesne w stylu pas i klapsy. Teraz dziecka nie można dotknąć, od razu staje się wyrodnym rodzice, albo tępym brutalem co to nie umie wychować bez przemocy fizycznej. Nauczyciel nie przyłoży linijką, jemu mogą przyłożyć. Dokąd to nas prowadzi?
Anglicy już wiedzą dokąd. Próbują wrócić z “kozą”, zaostrzają szkolne regulaminy. Czy nie jest jeszcze za późno? Dziesiątki roczników to rozwydrzone i pyskate bachory, dziesięciolatkowie obrażający dorosłych ludzi, fajki, alkohol, seks – wszystko w wykonaniu dzieci z podstawówki. Co dalej? Staczamy się czy ktoś wreszcie przekrzyczy obrońców niewinnych?
Dlaczego zawsze kończę grę w FM’a po północy?
lipiec 31, 2009Bo włączając grę nie zastanawiam się który ’save’ było ostatni.
Za wszystko inne zapłacisz kartą MasterCard.
lipiec 22, 2009Jeden wyjątek rzucany przez PDO.
Jedna wypita kawa.
Trzy godziny skupienia.
Dziesiątki pomniejszych przekleństw.
Jeden brakujący nawias. Reszta, jak w tytule.
6:00 – 23:45, czyli o podróży do Poznania
lipiec 18, 2009Oczywiście wiedziałem, że jadąc do Poznania tylko po to, żeby oddać papiery, skazuję swoją osobę na 12 godzin w pociągu i może 2 – 3 godziny łażenia po samym Poznaniu. W planie miałem wypić kawę ze znajomym, połazić, pooglądać. Nie miałem jednak w planie ponad godzinnego poślizgu, jeśli chodzi o dojazd pociągu na miejsce. Eh, gdybym wiedział wcześniej, pojechałbym o 3 nad ranem.
Już sam początek zapowiadał, że podróż będzie tragedią. Z pociągami mam tyle wspólnego ile z assemblerem. Coś, gdzieś, kiedyś. Wybija 7:35, a ja stoję przed okienkiem informacji, pytając “czy ten pociąg który ma napisane ODJAZD 7:35 i jedzie do Kołobrzega, jedzie też przez Poznań? Czy to ten?”. Myślę, że jeszcze nikt nie rozwijał takiej prędkości na odcinku Okienko informacji – Peron nr 2. Wskoczyłem do pociągu, usłyszałem gwizdek. Jazda.
Najgorsze w pociągu, jest to, że najczęściej wsiadam do niego zaspany. A tam nie ma gdzie spać. Gdyby zagłówek był 10 cm niżej, mógłbym się o niego oprzeć głową, tzn. położyć ją na tymże zagłówku. Ale tak nie jest. Po 3 godzinach podróży czuje się jak zombie. Nie wiem czy zombie poci się, ale jeśli nagle pewna pani zamyka okno bo jej wieje, to ja jestem tym spoconym zombie. Coś pięknego.
Ciąg dalszy. Sprawdzanie biletów. Pytam kiedy będziemy, a pani konduktor oznajmia mi, że o 13. Hmn… Poślizg. Mało tego, na dworcu ląduję jeszcze bardziej spóźniony. Podobno to normalka. Nie wiem, nie jeżdżę.
Gdzie jestem? Czego szukam? Jak tam się dostać? Okręcam się dookoła siebie 3 razy i… nadal nie mam pojęcia co robić, by dostać się na Umultowską 87. Wypada zapytać kierowcy. Pytam. Wskazuje linię, która odjechała 3 minuty temu. No szlag. Następny autobus tej linii przyjedzie o 14. O 15 panie zamykają dziekanat. Nic to, czekam, wsiadam.
14:30 jestem na przedostatnim przystanku tej linii. No i po co wysiadałem z tego autobusu?! Ostatni przystanek mieści się pod nosem wydziału. A tak? Po kolei:
- 14:32 – dzwonię do brata
- 14:35 – brat oddzwania
- 14:40 – dzwonię do brata
- 14:43 – brat oddzwania
- 14:50 – jestem na Umultowskiej. Długiej jak cholera ulicy z lasem po jednej stronie i chodnikiem po drugiej.
- 14:51 – wynegocjowałem ultraszybki kurs taksówką pod Wydział Matematyki i Informatyki, płacę 10 zł, ale piechotą, czy też biegiem, byłbym tam w 10 minut. A tak?
- 14:55 – wchodzę do budynku wydziału
- 15:00 – wychodzę. Jestem studentem UAM Poznań na wydziale Matematyki i Informatyki, kierunek oczywiście to drugie.
Już wiem, że z kawy nici, bo znajomy ulatnia się z Poznania o 15:50 a ja na dworcu będę 15:40 z groszami. Co więcej, przez cholerny poślizg pociągu, nie zdążę na powrotny, bo i tak nie mam co robić. Więc czekam te półtorej godziny w poczekalni (bardzo ładna), czytając po raz 6 “Autostopem przez Galaktykę” (już mnie tak nie śmieszy :/ ).
Gdy wracam, okazuje się, że nad Śląskiem trwa największa burza tego lata. Grom za gromem, grad, deszcz. Przez chwilę jedziemy tak szybko, że sprawdzam, czy przypadkiem się nie cofamy. Nie. Jedziemy. Oczywiście burza wpływa na punktualność pociągu. +/- godzina poślizgu i jestem w Katowicach. Wykończony, ale szczęśliwy.
Mimo wszystko, było warto, zdobyłem kilka ważnych informacji. Przekonałem się, że poznaniacy są niesamowicie gościnni i pomocni ( ile razy pytałem kogoś o drogę, tyle razy dostawałem wyczerpującą informację, pani dzwoniła do córki, żeby się dowiedzieć gdzie mam pójść, w ogóle jej zachowanie było poezją, pozdrawiam Panią!
). Zaznajomiłem się trochę z połączeniami, wypytałem panią w dziekanacie o kilka szczegółów.
Poznań. Nadchodzę!
UAM Poznań.
lipiec 16, 2009Dostałem się. Obszerna, trzymająca w napięciu relacja z morderczej wyprawy do Poznania – już wkrótce.
Opublikował/a cypherq 
Opublikował/a cypherq
Opublikował/a cypherq 