Faktycznie, cały czas płyniemy.

12:05. Przypadkiem w odtwarzaczu włączył się Chris Rea ze swoim Wonderful Life.
Widziałem kiedyś w sieci taki teledysk. Wychudzone dzieci, martwe ciała na chodniku, ktoś żebrze, ktoś dostaje kulę w łeb. A w tle Chris Rea. Takie ‘pamiętaj, że ktoś ma gorzej od Ciebie’.

W zasadzie do końca nie wiem jaka mogłaby być interpretacja tego teledysku z akurat tym podkładem, ale przyznam się, że nie chce mi się nad nią rozwodzić. Załóżmy, że autor był na tyle tępy, że próbował zdeprecjonować sens słów „it’s a wonderful life”. Zabawnie głupia głupota. Może od razu wszyscy się powieśmy, bo ktoś ma gorzej od nas. Taki łańcuszek. Zostaną tylko aborygeni i muzułmanie.

Dobra. W zasadzie zatrzymałem się przy tej piosence, bo czasem przy takich rytmach włącza mi się ochota na wspomnienia. Jak było kiedyś, jak było jeszcze wcześniej, jak było niedawno. Na krótko cofnąłem się do wydarzenia, które zmieniło mój sposób postrzegania świata dość znacząco. Potem był skok do wyjazdu do Poznania. Potem był skok w Anglię i cały szereg przypadków, które miały tam zaszczyt się wydarzyć.

Zastanawiam się. Gdyby ktoś mnie zapytał, czy ostatecznie to wszystko wyszło Ci na dobre? Idiotyzm. Niektórych rzeczy nie da się w żaden sposób zapisać na plus. W zasadzie żadne wydarzenie – co nie będzie wielkim odkryciem – nie jest czarne albo białe. Każde jest jedynie nieco bliżej czerni czy bieli. Jakby spróbować to policzyć, dajmy na to, ustawić kolumnę plusów i minusów i sprawdzić czego jest więcej, wyjdą głupoty. Nie jesteś w stanie policzyć, co jest następstwem czego i dlaczego tak.  Jeśli wierzyć, że światem rządzi jakiś chaotyczny wir przypadków następujących po sobie, nie sposób doliczyć się tutaj czegokolwiek sensownego. Jedno wydarzenie zmienia całe Twoje życie, tylko jeszcze o tym nie wiesz.

Mam powiedzieć, że wyjazd do Poznania z Katowic, gdzie zostawiłem rodzinę, przyjaciół i SZPiT był dobrą decyzją? A jeżeli nie, to dlaczego był złą? Co mi dał Londyn. Co mi zabrał. Jakie ja właściwie mam stamtąd wspomnienia? Ciekawe? Wzruszające? Pozytywne?

Jak płynąłem Tamizą, akurat zachodziło słońce, też mi się zebrało na takie rozmyślanie. A teraz chyba zebrałem te myśli w jedno. Nie patrzę już czy coś jest dla mnie dobre czy złe. No, długo już tego nie robiłem, ale urosło to we mnie do rangi sztuki. To nie jest tak, że wyznaję zasadę ‘będzie co ma być’ i mam w poważaniu wszystko co dzieje się dookoła. Ale całe zło które leci w moją stronę ma ode mnie kredyt, czekam aż się okaże, że jednak okazało się czymś dobrym. A każdą pozytywną wiadomość przyjmuję z nieufnością.

Jak rozbitek na tratwie, na środku oceanu. I tak nie ma znaczącego wpływu na to co się stanie. Nie powiosłuje w określonym kierunku. Wszędzie fale wyglądają jednakowo. Dookoła piana, ani jednego kawałka suchej ziemi. Żadnego mchu porastającego północną stronę, nic z tych rzeczy. Płynie całkiem na ślepo.

Może tylko czekać, aż jego tratwa rozbije się o kawałek plaży.

Albo o dno oceanu.

W zasadzie bez tytułu.

Znasz to uczucie spadania w przepaść, która nagle pojawiła się pod Twoimi nogami? To gwałtowne coś, co czujesz gdy dowiedziałeś się, że ktoś bliski umarł, albo, że sam umierasz. Albo gdy dziewczyna z którą przespałeś się przypadkiem na dyskotece twierdzi, że jest z Tobą w ciąży. Albo okazuje się, że spieprzyłeś coś dokumentnie. Taki szok, który przeszywa Twoją głowę jak jakiś pocisk.

No więc, co do tego uczucia, polega ono na tym, że pod Twoimi nogami, nieważne gdzie stoisz, pojawia się przepaść. Wielka dziura przez którą Twoje nogi zaczynają się prześlizgiwać z poprzedniego miejsca położenia. Prześlizgiwać! – w odróżnieniu od zwykłego spadania. Zupełnie jakbyś był za rzadki na kratkę, którą ktoś postawił nad przepaścią, żebyś nie spadł.

I tak Twoje nogi przeciekają w dół, a reszta ciała czeka. W pewnym momencie nad głową pojawia się wielki wentylator, na tyle duży, by móc ciągnąć Cię do góry. Rozciąga Twoją głowę do granic możliwości, a gdy ona ma już dosyć, z racji swego ograniczenia czaszką, zabiera się za szyję i resztę kręgosłupa. Teraz wiesz jak czuje się Yao Ming. Przez chwilę masz ze dwa metry wzrostu, które przybyły Ci w kilka sekund.

Podsumujmy: Twoje nogi przeciekają przez kratkę, ciągnąc za sobą reszte tułowia, gdy kręgosłup zamierza iść w przeciwną stronę. To rozciąganie, ta cała sytuacja, sprawia, że Twój zdezorientowany i nadwyraz dotleniony mózg nie za bardzo wie co robić. Tylko czekać, aż zaczniesz lewitować albo świat zacznie się kręcić. Być może właśnie przez tę krótką chwilę podróżujesz w jakimś kosmicznym tunelu utworzonym z okazji tego co Ci się przydarzyło.

Przychodzi chwila otrzeźwienia. Pierwsze o możliwości powrotu do normalnych rozmiarów dowiadują się ręce. Krótki dreszcz przeszywający przedramię i już wiesz, że stoisz w miejscu, a Twoje nogi nie przeciekają przez kratkę. Mózg właśnie próbuje poradzić sobie z niedotlenieniem, a może nadwyżką tlenu. Patrzysz w dół i stoisz w miejscu. Nie ma żadnej kratki. Znów masz metr osiemdziesiąt. Uh, co to była za podróż.

Wróciłeś? To Twój pierwszy raz?

Spokojnie.

To dopiero początek.

WTF AQQ?

WTF AQQ?

Nie wiem co się dzieje, zaraz przejadę się process explorerem po AQQ, ale zużycie procesora w stanie bezczynności trochę mnie niepokoi.

Przyznaję…

Nie mam czasu żeby napisać coś konstruktywnego. W chwilach wolnych od nauki śpię lub próbuję tworzyć (co po tygodniu programowania setek pierdół nie jest przyjemnością).

Całkiem tragicznie nie jest. Zdałem ćwiczenia z logiki, teraz jeszcze tylko poprawkowy z tegoż i jedziemy dalej. Może się rozpiszę następnym razem o UAMie.

Na uczelni co chwila ktoś mówi o wykopie mojego autorstwa, spodziewałem się, że po ostatnich dokonaniach profesora UE we Wrocławiu będzie to hit, jednak osobiście dodawałem wykop w celu innym niż pokazanie światu, że doktor Barańczuk to kiepski ćwiczeniowiec. W komentarzach oczwyiście pojawiła się opozycja, ale to już nie moja sprawa.

Drogocenna rada dla przyszłych studentów informatyki.

Dopóki nie rozpoczniecie studiów, najlepiej spożytkować swój czas mniej więcej tak:

Matematyka, matematyka,  matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka
,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka,matematyka.

Niezłym pomysłem będzie również przyłożyć się nieco do matematyki. A rozpoczynając naukę najlepiej skupić się na przedmiotach matematycznych.

Lifting Blittera.

Przepisałem dwie metody i założyłem repozytorium publiczne dla Blittera. Najświeższa wersja pojawiać się będzie pod tym adresem:

Repozytorium Blittera

Coś o moich studiach.

computer_science_major

Blitter – zarzuć ulubionym kawałkiem.

Znalazłem na blogu Harvesta jego własną przeróbkę skryptu który krótko mówiąc sprawdza, czy nasza ulubiona piosenka z last.fm przypadkiem się nie zmieniła, wysyłając aktualnie topowy kawałek na status Twittera. Harvi przepisał go z Ruby’ego na PHP dodając obsługę Blipa. Tutaj dokładniejsze wytłumaczenie.

Trochę uporządkowałem kod i zrobiłem ze skryptu prostą klasę. Nadal nie podoba mi się metoda post(), ale nie mam pojęcia jak mogłaby wyglądać. Może kiedyś to rozgryzę. Tymczasem tutaj sama klasa główna (link do PasteBin.com, albowiem możliwości domyślne wordpress’a nie pozwoliły na poprawne podświetlanie składni PHP, yhm), niżej link do paczki z klasą parsującą XML i przykładem użycia:

Klasa główna (w tym samym pliku przykład użycia, oryginalny plik nie ma takich ‘wtrąceń’):
http://pastebin.com/f771303dd

Paczka:
http://wyslijto.pl/plik/1zoxykot22

Wszelkie uwagi i propozycje w komentarzach.

Open Football Engine

Postanowiłem stworzyć nowy projekt, tak dla rozwoju i z ciekawości. Więcej o nim już wkrótce w powiązanej kategorii oraz oddzielnej zakładce. Mam już roadmap, materiały, a także zakres możliwości które chce osiągnąć. O co chodzi? O (tymczasowa nazwa) Open Football Engine. Silnik rozgrywający mecze piłki nożnej w wirtualnej rzeczywistości. Tak „twój Football Manager”. Każdy może korzystać z jego „możliwości”. Może wpływać na jego zachowanie, odwzorowanie atrybutów czy też fizyki, sposób gry.

W sieci znalazłem tylko jeden artykuł pomocny w jakikolwiek sposób. Wkrótce na blogu ukaże się jego tłumaczenie. Oprócz tego artykułu znalazłem wątek na gamedev.pl, a w nim 1 minutowy filmik przedstawiający działanie silnika, napisanego w javie. Niestety, wątek jest z przed 2 lat, a autor nie odpowiada na pytania czy prośby o jakiekolwiek prośby czy materiały. Nie poddajemy się.

Silnik będzie stworzony pod C#, z obsługą OpenGL. Jeszcze nie wiem, czy silnik będzie się uczył, czy będę korzystał z jakichś algorytmów genetycznych. Wszystko jest określone na papierze, a zostanie zweryfikowane krok po kroku. Póki co, dodałem nową kategorię na blogu i niebawem dodam przetłumaczonego arta.

Jeśli ktoś czuje się na siłach – zapraszam do współpracy.

PS. Pogrzebałem trochę i okazało się,  że w sieci są jeszcze dwie części wspomnianego art’a. Łącznie 4, zredagowane w jeden spójny dokument PDF. Tłumaczenie trochę się przeciągnie, ale chcę je zrobić porządnie a myślę, że warto.

Kiedyś ludzie się bali.

Lubię średniowiecze. Ta stanowczość, te kary, ten porządek. Nie twierdzę, że wszytko było wtedy w najlepszym porządku (tak jak okres sanacji nie był całkiem dobry [dla niektórych wcale, ale to moje zdanie]), ale było coś co różniło tamten okres od tego co działo się później. Tego całego cywilizowania kar, dbania o co raz to wymyślniejsze prawa człowieka, poprawność polityczną.

Przeciwnicy kary śmierci twierdzą, że wprowadzenie jej nie zmniejsza liczby przestępstw nadających się do użycia tej kary. Czyli ludzie się nie boją, nie na tym to polega. W średniowieczu też się nie bali. Jak ktoś miał zabić, zgwałcić, być pedofilem etc., to nim zostawał, to robił to. Była jedna zasadnicza różnica.
Zawsze pokrzywdzony: rodzina zabitego, zgwałconej, obrażonej osoby, czy też sam poszkodowany, mogli mieć nadzieję na to, że winny zostanie ukarany. Zostanie ukarany adekwatnie do swojej winy. Oko za oko, ząb za ząb. Będzie cierpiał, umrze, przez następne 20 lat nie zobaczy nawet skrawka słońca. Oczywiście zdarzały się wyjątki. Ktoś był bogaty – mógł się wykupić w pewnych wypadkach. Ale była nadzieja, że winny zostanie przykładnie ukarany. My nie mamy takiej nadziei.

Złodzieje odbywają kary w więzieniach, czasem żyjąc lepiej niż uczciwi, lecz biedni ludzie. Kiedyś zastosowano by którąś z kar mutylacyjnych: obcięto by palec, dłoń.

Dzisiaj złodziej albo napastnik, jeśli zostanie przy próbie napadu, rabunku pobity „za mocno” przez swoją ofiarę (pokrótce chodzi mi o obronę konieczną), może się poskarżyć w sądzie, o ile będzie w stanie. Kiedyś można było najść swojego napastnika i wtłuc mu bezkarnie prawem odwetu. Sami wymierzaliśmy sprawiedliwość – w majestacie prawa. Czerpaliśmy satysfakcję z zemsty. Wiedzieliśmy, że winny został ukarany tak jak byśmy chcieli.

O karach rozpisywać się nie będę – rozpisano się już wystarczająco. Nie popieram oczywiście średniowiecznych egzekucji w myśl „im brutalniej tym lepiej”. Chwalę sobie karę śmierci jako adekwatną do wielu przewinień. Pod warunkiem, że wykonaną w cywilizowany sposób. Tylko jak słyszę, że facet który z zimną krwią wybił całą rodzinę nie może cierpieć 2 minut po wstrzyknięciu trucizny, to cóż jeszcze mam powiedzieć?

Kiedyś nawet plotkarzom i kłamcom zakładano na głowę maskę, żeby ich ośmieszyć, uciszyć. Dla dzieci, jeszcze sto lat temu, przygotowane były kary cielesne w stylu pas i klapsy. Teraz dziecka nie można dotknąć, od razu staje się wyrodnym rodzice, albo tępym brutalem co to nie umie wychować bez przemocy fizycznej. Nauczyciel nie przyłoży linijką, jemu mogą przyłożyć. Dokąd to nas prowadzi?

Anglicy już wiedzą dokąd. Próbują wrócić z „kozą”, zaostrzają szkolne regulaminy. Czy nie jest jeszcze za późno? Dziesiątki roczników to rozwydrzone i pyskate bachory, dziesięciolatkowie obrażający dorosłych ludzi, fajki, alkohol, seks – wszystko w wykonaniu dzieci z podstawówki. Co dalej? Staczamy się czy ktoś wreszcie przekrzyczy obrońców niewinnych?

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.